Zapis sesji nr 7.
- Dzień dobry... No ja się zapoznałam z literaturą, którą mi tu Pani przysłała, zamiast przybyć osobiście -nie wiem, co to za dziwne metody wysyłania, do swoich terapeutów cytatów o samobójstwach, przez internet, ale no.. może to wynik edukacji z tamtym Panem...
(Podobnie dziwne, jak telefony o 5:40 i przywożenie soków z działki, ale ok...)
- Jakiej edukacji? My, z Ojcem, przez internet, nie pracowaliśmy! My się przez internet lubiliśmy. Tata mi wysyłał Ulicę Sezamkową, Boba Marleya i Pippi Pończoszankę, a ja Jemu wysyłałam, pełne uwielbienia, lub też czasami pełne sprzecznych uczuć, elaboraty o wszystkim. Czasami traktowałam Go też jak worek treningowy, bo od Niego akurat odbijało się wszystko! To chyba nie jest forma edukacji?
- No dobrze, dobrze...Już niech się Pani nie rozkręca, bo zaraz znowu mi tu Pani będzie płakać, a nie byłam jeszcze na zakupach i nie mamy chusteczek... Chciałam Pani oznajmić, że udało mi się Panią, Pani Olu, zdiagnozować. Czy jest Pani, może, zainteresowana diagnozą?
- Nie. Chcę do Taty.
- No właśnie. Pani, po prostu, ma obsesję!
- Mhm. Długo Pani nad tym myślała?
- Nie. Z drugiej strony uznałam, że jeśli ktoś zostawia nagle, z dnia na dzień, tak chorą, zepsutą i beznadziejną osobę, jak Pani, w dodatku, z syndromem braku ojca i to, w samym środku pseudoprzeniesienia, to...
- To co? To ta obsesja, to pewnie szalona niekonsekwencja, nie? Powinnam sobie pewnie spokojnie wyjść na słońce i cieszyć się życiem, a o Ojcu zapomnieć, tak?
- No nie. Właśnie, moim zdaniem, powinna się Pani zabić. Dlaczego Pani się jeszcze nie zabiła, Pani Olu? Pani nie jest jednak normalna, bo normalny człowiek z obsesją, w takiej sytuacji, zabiłby się już kilka razy.
(Nie wiem, może dlatego, że jeszcze liczę na to, że wszystko będzie ŚWIETNIE...)
- A mówiłam już Pani o tym, że, jak mój Tata chodził po wodzie, to się pod Nim rozstępowały fale?
- Pani Olu...Pani nie dość, że ma obsesje, to w dodatku urojenia! Może mi Pani jeszcze zaraz powie,że na rękach chodził, po tej wodzie?
- Nie, ale jakby sobie ubrał płetwy na ręce, to pewnie by chodził. A Pani ma jakiś problem? Czy co? Że Pani tak nie umie, tak? To już trzeba innym źle życzyć! Już się naigrywać! A może mi Pani zazdrości, że przez 121 dni miałam takiego TATĘ, bo Pani Tata potrafi tylko siedzieć na działce i produkować beznadziejne soki!?
- SPOKÓJ PANI OLU! Czy możemy powrócić do tego, co tu Pani ponapisywała? Dlaczego Pani w ogóle czyta takie rzeczy? Przecież ten "Mały Książę", nie przedstawia żadnej wartości... Przecież widać, że to pisał człowiek, w podobnej obsesji, do Pani obsesji!
(PONAPISYWAŁA...mhm...ciekawa składnia...)
- Jasne! Bo wszyscy, którzy nie są tacy, jak Pani, mają, od razu, obsesję! Mój Ojciec rozumiał Małego Księcia. Bo sam był Księciem i jeszcze Pilotem i w ogóle - całą tą Książką! I może tak jest, że ja, po prostu, zwyczajnie tęsknię, co? Po prostu! Tęsknię za tym, co było dobre i ładne. Tęsknię nawet, za tą głupią zieloną kropką, przy Jego nazwisku, bo jak wstawałam i włączałam komputer i widziałam kropkę, to przypominałam sobie od razu, że jest Ktoś, na Kogo zawsze mogę liczyć i Kto nigdy mnie nie zostawi! I dzień był od razu ładny, bo czułam się bezpiecznie! Nawet mógł do mnie NIC nie pisać - a dzień i tak był ładny. I byłam, od razu, taka SILNA, że miałam ochotę zmieniać cały świat! I wszyscy byli radośni, że ja byłam radosna! I mój TATA TEŻ BYŁ RADOSNY! WIDZIAŁAM, ŻE BYŁ! I, DZIĘKI TEMU, BYŁAM JESZCZE BARDZIEJ RADOSNA! I to Pani nazywa obsesją, tak? Czy Pani tego, kurwa, nie rozumie, że ja się naprawdę do Niego przywiązałam, jak do PRAWDZIWEGO? I do myśli o tym, że On będzie, w moim życiu, przez całe życie?! Po prostu - po ludzku - bez formułek!
- Proszę nie używać niecenzuralnych słów! To nie jest rynsztok!
- W moim byłym Domu Tymczasowym też nie był rynsztok! A TATA MI POZWALAŁ!!
- Czy ten Tata, to Pani tak na wszystko pozwalał?
- Nie.
- A na co nie?
(...w sumie nie zdążyłam go zapytać, więc nie wiem czy by pozwolił, czy nie, ale...)
- Dobrze: TAK! Pozwalał mi! Na wszystko! Dokumentnie! Dlatego, że był dobrym Tatą. A Pani powinna wiedzieć, że zabranianie przynosi tylko odwrotny skutek!
- Aaa no, to już rozumiem! To dlatego teraz POZWOLIŁ się Pani doprowadzić do takiego stanu, obsesji, degeneracji umysłowej, a w efekcie do myśli samobójczych! To wszystko z tej dobroci serca!
- Czy Pani mi tu próbuje zanegować poczynania mojego Taty? Po raz kolejny? Ja sobie wyjaśniłam już sama, że mój Tata postąpił tak, dla MOJEGO dobra. I na pewno o mnie NIE zapomniał, jak Pani sugerowała ostatnio! I to Pani PIERDOLENIE doprowadziło moje myśli właśnie do takiego stanu rzeczy, a nie Ojciec! On, na pewno, się o mnie martwi i jeszcze o mnie pamięta! I wcale mnie nie zamienił w wazon! Ja to wiem - po prostu to WIEM! Bo ja sobie dzisiaj całą noc przypominałam: minutę, po minucie czasy, kiedy wszystko było tak, jak powinno być! I ja widziałam, że On się CIESZYŁ, że mógł mi zrobić kawę kolumbijską. I widziałam, że się CIESZYŁ, kiedy opowiadał mi wiersz, albo wyliczankę! I cieszył się, że mógł mi zamówić kubek! Sam mówił, że to zaszczyt i przywilej! I, że nie każdy tata tak może! I kiedy mówił... że miłość wszystko zwycięży...to też... się cieszył...
- Pani Olu?
- A... No... więc proszę mi tu teraz nie mącić, bo mnie, z Ojcem, rozdzielili SIŁĄ, a nie z powodu Jego zachcianki! Tak właśnie. Co się Pani tak gapi?
- No Pani, to ma coraz lepsze teorie, naprawdę! To są właśnie skutki Pani obsesji! A czy ołtarz, w swoim biurze, już Pani zdemontowała? Czy nadal tam jest? Bo jeszcze wczoraj, jak byłam z sokami, to widziałam, że był. Kazałam Pani rozebrać!
- Kazać, to mi może Ojciec, tak samo, jak zabraniać, lub pozwalać. Pani nic do tego.
- Aha, bo ja tu sobie jeszcze przygotowałam... żeby nie zapomnieć! No przecież to NAJWAŻNIEJSZE! Przygotowałam dla Pani propozycje NOWYCH Ojców. Proszę zerknąć!
- Słucham?!
- O. Ten np! Jaki fajny... Słucha KATA, jeździ motocyklem - idealny Tata! Co się Pani tak krzywi? Proszę się uśmiechnąć Pani Olu! Znajdziemy Pani Tatę!
- Nie wierzę... Po prostu: nie wierzę...
- O. Albo ten! Zna angielski, rosyjski i włoski!
- Za młody na Ojca...
- A ten?
- To chyba jakiś Arab, a ja jestem rasistką....
- Ooo! Ale teeen! Elegancki, pod krawatem. No, po prostu, BOMBA!
- Nie... Na pewno ma zazdrosną żonę, która nie rozumie miłości rodzicielskiej, do nieswoich dzieci.
- A ten ile ma supermocy! Prawie, jak Pani dawny! I wygląda, jakby lubił drożdżówki!
- Nie.
- Ten bez zdjęcia, to nie chcemy, bo to z góry podejrzane...Ten jest chyba kobietą, a Pani ma wstręt do kobiet...Ten ma krzywą szyję...Ten mało wysportowany... Ten to psychoanalityk, czyli na pewno kokainista... Ten jakiś taki niepoważny... Ten za gruby, ma do zrzucenia, niechybnie, tak z 80 kg.. . Ten, jak na moje oko, sam wymaga leczenia... O!!! Ale ten tu!!! PROSZĘ ZOBACZYĆ!! TEN JEST IDEALNY DLA PANI!! NO KROPKA W KROPKĘ! WIDAĆ, NA PIERWSZY RZUT OKA PODOBIEŃSTWO!
- Tak... Wiem... Bo tak się składa, że to mój DAWNY...!
- Ojej...no to...
- Niech już Pani skończy! Co to w ogóle za casting?! Nie chcę żadnego innego! NIKOGO NIE CHCĘ! Chcę mojego starego Tatę! Bo On był, jak prawdziwy, mój wymarzony, od samej maleńkości, Tata! I mnie kochał, jak Córkę, naprawdę!
- A Pani, to ma dzisiaj nadzwyczaj dużo energii, w porównaniu do wczoraj...
- Nie mam...Tak tylko... postanowiłam,że się, na chwilę, powygłupiam...Żeby mój Tata, jak sobie tu wejdzie, w porze swojej sjesty...
- On tu nie wchodzi w porze sjesty! To tylko Pani obsesja, z urojeniami - przypominam!
- ....Jak sobie tu wejdzie...to, żeby chociaż kąciki ust Mu zadrżały, w lekkim uśmiechu... Bo kiedyś nawet, czasami, udawało mi się Go trochę rozbawiać, kiedy się mocno postarałam. I wtedy byłam już naprawdę szczęśliwa. I teraz też się mocno postarałam, choć do szczęścia brakuje mi...Jego właśnie...
- Soki Pani wypiła?
- Tak. Rozcieńczyłam trochę, bo za słodkie. I za słabe.
- No dobrze, to skoro tymczasem nie chce Pani żadnego nowego Taty, to proszę chociaż się zastanowić nad nową sobą, dobrze?
- Spróbuję... Ale Tata zostaje ze mną...We mnie, w środku - w Oli.
- Niech sobie już Pani ma tego swojego Tatę! Jezus, Mario! Jeśli cokolwiek to Pani zmienia! Ale, już naprawdę... "Małego Księcia", proszę lepiej schować... I może coś lżejszego Pani poczyta... Tołstoja może? Albo Lema?
- Spróbuję....
- No. Umawiałyśmy się, że o wpół do na dole, także...nie chce Pani wyganiać, ale niech już Pani idzie i nie zamyka furtki, której się nigdy nie zamyka.
- A gangster był?
- Nie. Gangster przepadł bez wieści. Na szczęście!
(Szkoda, bo może by Cię zamordował...)
- Ok. To spadam. Do następnego!
(Podobnie dziwne, jak telefony o 5:40 i przywożenie soków z działki, ale ok...)
- No dobrze, dobrze...Już niech się Pani nie rozkręca, bo zaraz znowu mi tu Pani będzie płakać, a nie byłam jeszcze na zakupach i nie mamy chusteczek... Chciałam Pani oznajmić, że udało mi się Panią, Pani Olu, zdiagnozować. Czy jest Pani, może, zainteresowana diagnozą?
- Nie. Chcę do Taty.
- No właśnie. Pani, po prostu, ma obsesję!
- Mhm. Długo Pani nad tym myślała?
- Nie. Z drugiej strony uznałam, że jeśli ktoś zostawia nagle, z dnia na dzień, tak chorą, zepsutą i beznadziejną osobę, jak Pani, w dodatku, z syndromem braku ojca i to, w samym środku pseudoprzeniesienia, to...
- To co? To ta obsesja, to pewnie szalona niekonsekwencja, nie? Powinnam sobie pewnie spokojnie wyjść na słońce i cieszyć się życiem, a o Ojcu zapomnieć, tak?
- No nie. Właśnie, moim zdaniem, powinna się Pani zabić. Dlaczego Pani się jeszcze nie zabiła, Pani Olu? Pani nie jest jednak normalna, bo normalny człowiek z obsesją, w takiej sytuacji, zabiłby się już kilka razy.
(Nie wiem, może dlatego, że jeszcze liczę na to, że wszystko będzie ŚWIETNIE...)
- A mówiłam już Pani o tym, że, jak mój Tata chodził po wodzie, to się pod Nim rozstępowały fale?
- Pani Olu...Pani nie dość, że ma obsesje, to w dodatku urojenia! Może mi Pani jeszcze zaraz powie,że na rękach chodził, po tej wodzie?
- Nie, ale jakby sobie ubrał płetwy na ręce, to pewnie by chodził. A Pani ma jakiś problem? Czy co? Że Pani tak nie umie, tak? To już trzeba innym źle życzyć! Już się naigrywać! A może mi Pani zazdrości, że przez 121 dni miałam takiego TATĘ, bo Pani Tata potrafi tylko siedzieć na działce i produkować beznadziejne soki!?
- SPOKÓJ PANI OLU! Czy możemy powrócić do tego, co tu Pani ponapisywała? Dlaczego Pani w ogóle czyta takie rzeczy? Przecież ten "Mały Książę", nie przedstawia żadnej wartości... Przecież widać, że to pisał człowiek, w podobnej obsesji, do Pani obsesji!
(PONAPISYWAŁA...mhm...ciekawa składnia...)
- Jasne! Bo wszyscy, którzy nie są tacy, jak Pani, mają, od razu, obsesję! Mój Ojciec rozumiał Małego Księcia. Bo sam był Księciem i jeszcze Pilotem i w ogóle - całą tą Książką! I może tak jest, że ja, po prostu, zwyczajnie tęsknię, co? Po prostu! Tęsknię za tym, co było dobre i ładne. Tęsknię nawet, za tą głupią zieloną kropką, przy Jego nazwisku, bo jak wstawałam i włączałam komputer i widziałam kropkę, to przypominałam sobie od razu, że jest Ktoś, na Kogo zawsze mogę liczyć i Kto nigdy mnie nie zostawi! I dzień był od razu ładny, bo czułam się bezpiecznie! Nawet mógł do mnie NIC nie pisać - a dzień i tak był ładny. I byłam, od razu, taka SILNA, że miałam ochotę zmieniać cały świat! I wszyscy byli radośni, że ja byłam radosna! I mój TATA TEŻ BYŁ RADOSNY! WIDZIAŁAM, ŻE BYŁ! I, DZIĘKI TEMU, BYŁAM JESZCZE BARDZIEJ RADOSNA! I to Pani nazywa obsesją, tak? Czy Pani tego, kurwa, nie rozumie, że ja się naprawdę do Niego przywiązałam, jak do PRAWDZIWEGO? I do myśli o tym, że On będzie, w moim życiu, przez całe życie?! Po prostu - po ludzku - bez formułek!
- Proszę nie używać niecenzuralnych słów! To nie jest rynsztok!
- W moim byłym Domu Tymczasowym też nie był rynsztok! A TATA MI POZWALAŁ!!
- Czy ten Tata, to Pani tak na wszystko pozwalał?
- Nie.
- A na co nie?
(...w sumie nie zdążyłam go zapytać, więc nie wiem czy by pozwolił, czy nie, ale...)
- Dobrze: TAK! Pozwalał mi! Na wszystko! Dokumentnie! Dlatego, że był dobrym Tatą. A Pani powinna wiedzieć, że zabranianie przynosi tylko odwrotny skutek!
- Aaa no, to już rozumiem! To dlatego teraz POZWOLIŁ się Pani doprowadzić do takiego stanu, obsesji, degeneracji umysłowej, a w efekcie do myśli samobójczych! To wszystko z tej dobroci serca!
- Czy Pani mi tu próbuje zanegować poczynania mojego Taty? Po raz kolejny? Ja sobie wyjaśniłam już sama, że mój Tata postąpił tak, dla MOJEGO dobra. I na pewno o mnie NIE zapomniał, jak Pani sugerowała ostatnio! I to Pani PIERDOLENIE doprowadziło moje myśli właśnie do takiego stanu rzeczy, a nie Ojciec! On, na pewno, się o mnie martwi i jeszcze o mnie pamięta! I wcale mnie nie zamienił w wazon! Ja to wiem - po prostu to WIEM! Bo ja sobie dzisiaj całą noc przypominałam: minutę, po minucie czasy, kiedy wszystko było tak, jak powinno być! I ja widziałam, że On się CIESZYŁ, że mógł mi zrobić kawę kolumbijską. I widziałam, że się CIESZYŁ, kiedy opowiadał mi wiersz, albo wyliczankę! I cieszył się, że mógł mi zamówić kubek! Sam mówił, że to zaszczyt i przywilej! I, że nie każdy tata tak może! I kiedy mówił... że miłość wszystko zwycięży...to też... się cieszył...
- Pani Olu?
- A... No... więc proszę mi tu teraz nie mącić, bo mnie, z Ojcem, rozdzielili SIŁĄ, a nie z powodu Jego zachcianki! Tak właśnie. Co się Pani tak gapi?
- No Pani, to ma coraz lepsze teorie, naprawdę! To są właśnie skutki Pani obsesji! A czy ołtarz, w swoim biurze, już Pani zdemontowała? Czy nadal tam jest? Bo jeszcze wczoraj, jak byłam z sokami, to widziałam, że był. Kazałam Pani rozebrać!
- Kazać, to mi może Ojciec, tak samo, jak zabraniać, lub pozwalać. Pani nic do tego.
- Aha, bo ja tu sobie jeszcze przygotowałam... żeby nie zapomnieć! No przecież to NAJWAŻNIEJSZE! Przygotowałam dla Pani propozycje NOWYCH Ojców. Proszę zerknąć!
- Słucham?!
- O. Ten np! Jaki fajny... Słucha KATA, jeździ motocyklem - idealny Tata! Co się Pani tak krzywi? Proszę się uśmiechnąć Pani Olu! Znajdziemy Pani Tatę!
- Nie wierzę... Po prostu: nie wierzę...
- O. Albo ten! Zna angielski, rosyjski i włoski!
- Za młody na Ojca...
- A ten?
- To chyba jakiś Arab, a ja jestem rasistką....
- Ooo! Ale teeen! Elegancki, pod krawatem. No, po prostu, BOMBA!
- Nie... Na pewno ma zazdrosną żonę, która nie rozumie miłości rodzicielskiej, do nieswoich dzieci.
- A ten ile ma supermocy! Prawie, jak Pani dawny! I wygląda, jakby lubił drożdżówki!
- Nie.
- Ten bez zdjęcia, to nie chcemy, bo to z góry podejrzane...Ten jest chyba kobietą, a Pani ma wstręt do kobiet...Ten ma krzywą szyję...Ten mało wysportowany... Ten to psychoanalityk, czyli na pewno kokainista... Ten jakiś taki niepoważny... Ten za gruby, ma do zrzucenia, niechybnie, tak z 80 kg.. . Ten, jak na moje oko, sam wymaga leczenia... O!!! Ale ten tu!!! PROSZĘ ZOBACZYĆ!! TEN JEST IDEALNY DLA PANI!! NO KROPKA W KROPKĘ! WIDAĆ, NA PIERWSZY RZUT OKA PODOBIEŃSTWO!
- Tak... Wiem... Bo tak się składa, że to mój DAWNY...!
- Ojej...no to...
- Niech już Pani skończy! Co to w ogóle za casting?! Nie chcę żadnego innego! NIKOGO NIE CHCĘ! Chcę mojego starego Tatę! Bo On był, jak prawdziwy, mój wymarzony, od samej maleńkości, Tata! I mnie kochał, jak Córkę, naprawdę!
- A Pani, to ma dzisiaj nadzwyczaj dużo energii, w porównaniu do wczoraj...
- Nie mam...Tak tylko... postanowiłam,że się, na chwilę, powygłupiam...Żeby mój Tata, jak sobie tu wejdzie, w porze swojej sjesty...
- On tu nie wchodzi w porze sjesty! To tylko Pani obsesja, z urojeniami - przypominam!
- ....Jak sobie tu wejdzie...to, żeby chociaż kąciki ust Mu zadrżały, w lekkim uśmiechu... Bo kiedyś nawet, czasami, udawało mi się Go trochę rozbawiać, kiedy się mocno postarałam. I wtedy byłam już naprawdę szczęśliwa. I teraz też się mocno postarałam, choć do szczęścia brakuje mi...Jego właśnie...
- Soki Pani wypiła?
- Tak. Rozcieńczyłam trochę, bo za słodkie. I za słabe.
- No dobrze, to skoro tymczasem nie chce Pani żadnego nowego Taty, to proszę chociaż się zastanowić nad nową sobą, dobrze?
- Spróbuję... Ale Tata zostaje ze mną...We mnie, w środku - w Oli.
- Niech sobie już Pani ma tego swojego Tatę! Jezus, Mario! Jeśli cokolwiek to Pani zmienia! Ale, już naprawdę... "Małego Księcia", proszę lepiej schować... I może coś lżejszego Pani poczyta... Tołstoja może? Albo Lema?
- Spróbuję....
- No. Umawiałyśmy się, że o wpół do na dole, także...nie chce Pani wyganiać, ale niech już Pani idzie i nie zamyka furtki, której się nigdy nie zamyka.
- A gangster był?
- Nie. Gangster przepadł bez wieści. Na szczęście!
(Szkoda, bo może by Cię zamordował...)
- Ok. To spadam. Do następnego!
Komentarze
Prześlij komentarz