Zapis sesji nr 4.

-Co tam słychać Pani Olu?

 -Boję się. Bardzo się boję. Nie chce mi się dzisiaj z Panią gadać. Mogłaby Pani nie zadawać pytań? Przez moment? 

-Nie. Ja muszę zadawać pytania! Od tego tu jestem! Czego się Pani boi? Wygląda Pani tragicznie!

 - Wszystko mnie boli. Chcę do Taty... Nie mam siły wstać. 

-No widzę. To niech się Pani, może, położy?

-Nie. Ja lubiłam leżeć u Taty. Na mojej kanapie. I słuchać jego opowieści. I sobie zapisywać i odrabiać zadania. Ja nie chcę Pani słuchać, tylko jego. 

-A nie może Pani np... spotkać się z nim w końcu? Czy zadzwonić i posłuchać jego opowieści? 

-Nie mogę. Jego ojcowska miłość jest tak twarda, że on mnie nie chce ani widzieć, ani słyszeć. Tzn. niby chciał. Wczoraj... Ale tylko po to, żeby mnie znowu zabić. I to nie sam. 

-Znowu Pani wszystko gmatwa. 

-Ja niczego nie gmatwam! Nie mam siły gmatwać! To jest bardzo proste! Chce zobaczyć Ojca! I chcę, żeby mnie dalej uczył, aż usiądę przed ścianą! Tak miało być! Taki był plan!!! Czy Pani nie rozumie?!! Co tam Pani znowu bazgrze?!! 

- A nic...dopisałam sobie do listy zakupów chusteczki. Bo widzę, że będzie Pani dużo płakać. 

- Ja już nie mam siły płakać. Ja chcę do Ojca. Inaczej się wykończę.

- Ale On niczego nie musi, w związku z tym, że Pani chce. To Pani chcenie!

- Wiem, że nie musi. Ale najbardziej boli to, że nie chce.

- Może nie może?

- Wszystko można, kiedy się chce. Sam mi to mówił! I też, że wszystko jest świetnie. I, że zawsze będzie!!! Zawsze. I, że... nigdy... On był moim Aniołem... Od Barta...

- Proszę już przestać płakać. Pani nie może opierać swojego losu na innym człowieku...

-On mnie właśnie uczył tego, jak opierać swój los na sobie! Ale jak ja się miałam nauczyć w cztery miesiące!? To za krótko, przecież! Co ja mam zrobić? Niech mi Pani powie? Co mam zrobić, żeby przekonać jego, jego Żonę, Jego Superwizorów, głupie Bożeny, Panią i wszystkich, żeby ON MNIE DALEJ UCZYŁ?

 -Może np... ZAMKNĄĆ SIĘ I NIC NIE ROBIĆ. Bo widzi Pani... Jak Pani jest w takim psychodelicznym stanie, to obawiam się, że Pani się nie nadaje na żadną edukację! I może tak być, że on to też zauważa, skoro Pani twierdzi, że jest taki mądry. 

-On nic nie zauważa! On mnie opuścił! Zostawił! Nie chce mnie!! 

-No tak już wygląda życie, Pani Olu. 

-Czy on jest jakimś może...faszystą? Mój Anioł? Mój...Tata? 

-Może... 

- Nie...To niemożliwe...Nie uwierzę w to nigdy...  I czemu moje życie tak wygląda, a innych życie tak nie wygląda? Co? Ma Pani może jakąś teorie?
TYLKO W CIĄGU OSTATNICH kilku lat nic innego nie robiłam, poza ratowaniem kogoś, kogo kochałam najbardziej na świecie, przy okazji napotykając co chwilę, wszędzie dookoła,  ludzkie zwłoki. Mój Stary też napotyka, bo jeździ do takich podobnych, spoko. Ale On umie - ja nie.  A potem... potem ten psychofag...Potem znowu śmierć...  A potem świat miał być już piękny, rozumie Pani?! Miał być mój Tata. I miał mnie chronić, przed innymi psychofagami. I miał mnie uczyć, jak w "Karate Kid". Miałam przestać pić...Miałam być taka, jak on... Miałam zrobić prawo jazdy...Miałam ŻYĆ! Przynajmniej przez TROCHĘ. A potem, jak już bym umierała na raka, to miał mi pomóc umrzeć z uśmiechem na ustach. I, przy Nim, bym umarła,z uśmiechem na ustach, słowo.

- Nooo... Pani musi już wstać z kolan i sama teraz! Świeci słońce, niech Pani idzie na słońce!

- Co sama?! Jakie, kurwa, słońce!? Niech się pani wypcha ze swoim słońcem! Ja nie mam siły... Nie umiem. To o jeden raz za dużo... O jeden cios - za dużo.
Pani myśli, że ile ja mam siły? Że ja jestem z kamienia? Że ja mogę sobie tak upadać-wstawać-upadać-wstawać i wychodzić na słońce?! Ile razy?! Skoro najbardziej wiarygodny Człowiek na świecie, któremu tak ufałam, zostawia mnie, bo tak mu się podoba, to kto ma być wiarygodniejszy, proszę Pani? Gdzie ja mam iść?! Do kogo?! No niech mi Pani powie?! Chciała Pani gadać, to słucham!

- No to ja już nie wiem...

(Nie wytrzymam dłużej, nie wytrzymam dłużej, nie wytrzymam dłużej...)

....


- Pani Olu? Od 15 minut Pani nic nie mówi. 

-Nie chcę już mówić. Chce do Taty.

- A może by Pani porozmawiała z kimś innym? NORMALNYM?

-NORMALNYM?? Jedynym normalnym Człowiekiem, jakiego znałam, był ON - MÓJ TATA-INICJATOR! Nie mam zamiaru już nigdy rozmawiać z nikim. Z nikim! Do Andrzeja też nie jadę - pierdolę. Ojciec mi tam nie kazał jeździć. I...ja nie wiem, co mam ze sobą zrobić!  Dokąd pójść? Dokąd uciec? Sama przed sobą! Czemu przez całe życie tak jest? Każdy mnie zostawia! Czy ja jestem naprawdę, naprawdę taka okropna?? Co ja zrobiłam źle? Co ja zrobiłam temu mojemu TACIE, że On mnie nie chce?! Ja się naprawdę starałam... NAPRAWDĘ!
Czy mi Pani wierzy?

- Nie wiem, proszę Pani. To wszystko jest szalenie dziwne. Spała Pani w ogóle? 

-Tak. Śnił mi się Ojciec.

 -Co było w tym śnie? 

-Jego laczki. 

-Laczki? 

-Tak. Takie chodaki. Białe. Chodził sobie w laczkach i mówił do mnie łagodnie i powoli. 

 -A co mówił?

 -Nie słyszałam. Mówił szeptem. Chyba go znowu bolało gardło.

- Tak, a Pani znowu płacze... no Pani Olu.,, Jak ja mam Pani pomóc, kiedy Pani nie współpracuje? 

- Mi już nic nie pomoże. Nic. Niech Pani się zamknie. Niech sobie Pani zrobi kawę i poczyta "Charaktery". Ja chcę sobie przypomnieć głos mojego Taty, bo niedługo całkiem zapomnę. W ciszy. Mogę?

 -No już dobrze...to już... dobrze...

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zapis sesji nr 6.