Zapis sesji nr 9

- Odezwie się Pani do mnie dziś? Czy mam tak siedzieć bezczynnie, a Pani mnie będzie lustrować, w nieskończoność..?

( Wpadła w jakiś letarg chyba... Może Ona ma CHAD? Wczoraj latała, z dmuchawą do liści, dzisiaj, po prostu, katatonia...!)

- HALO?!

- OCH! Wystraszyła mnie Pani! Kiedy Pani tu weszła, w ogóle?!

- Siedzę już tak, od pół godziny, jakby Pani nie zauważyła...

- Pani Olu, to wszystko przez tego krupiera... Tak się zamyśliłam...No, ale już, już! Wracamy na Ziemię!  Czy, może, jest jakieś pytanie, które chciałaby Pani, żebym Pani zadała?

(No pięknie. Teraz mam sobie sama wymyślać pytania...)

- Hmm. Nie wiem... Może: Co teraz czuję?

- O! Znakomite pytanie! Sama je Pani wymyśliła? Pani, to tak, umie czasami... takie rzeczy wymyślać!

- W genach mam... Po Ojcu...

-  No dobrze. To: co Pani TERAZ czuje, Pani Olu?

- Smutek. Tęsknotę i bezsilność. I pustkę. A i jeszcze ból.

- Mam Ibuprom sprint caps, bo był w promocji, to kupiłam więcej. Może Pani chce?

- Nie chcę... Na tego rodzaju ból nie pomoże, niestety, Ibuprom.

- I nie jest Pani dzisiaj, ani trochę, wesoła? Naprawdę?

- Ani trochę. Tęsknię, za moim Tatą...Bardzo... I nie wiem, co mam zrobić...

- Może melisę?

- A, nie... Z napojów, to już mam... Zrobiłam sobie gumisiową lemoniadę, żeby mi było lepiej, ale nie umiem robić takiej, jak Tata. I, jak Go nie ma przede mną, to wcale mi nie smakuje. Ani lemoniada, ani nic.

- I chciałaby Pani sobie, z Nim, pewnie, porozmawiać, co?

(Dziewiąta sesja, a Ona dopiero, na to wpadła...Co to będzie dalej...?)

- Tak. Bardzo. O słoniach. I też, o naszych dobrych znajomych: Marii i Karolu, oraz, o ich długowłosym Synu i Jego autodestrukcyjnych przekonaniach, bo czuję że za słabo sobie przyswoiłam tę rodzinę i ich sposoby na życie, jak Pani, zresztą może zauważyła...

- Zauważyłam, Pani Olu! Ja jestem uważną psychoterapeutką, po treningu uważności i widzę dużo więcej, niż Pani się wydaje! I dlatego, ponieważ jestem, też, bardzo przewidująca i WIEDZIAŁAM, że Pani będzie dzisiaj chciała porozmawiać, ze swoim Tatą, to wieczorem przygotowałam, dla Pani, Pani Tatę! O:  "A kuku! Wróciłem!"

- O MÓJ BOŻE! CO TO ZA SZKARADZTWO?!

- Noo... Pacynka, z łyżki drewnianej. Nie podoba się Pani?

(Laleczkę voodoo odjebała...Nie...To mi się śni...)

- Ja...nie wiem, co mam powiedzieć, naprawdę.... Dlaczego On ma takie wielkie te oczy?

- Żeby Panią lepiej widział!

( No proszę... "Czerwony kapturek", w psychogabinecie.)

- A te okulary...? No przecież zaraz Mu spadną, jak jeszcze, przez chwilę, Nim tak Pani pomacha!

- A nie...Nie spadną! Proszę zobaczyć, tu są sznureczki. takie cynowe. Specjalnie obierałam, wczoraj wieczorem, kabel, od starego radia, żeby trochę cyny zdobyć. Można Nim teraz machać i machać!

- A nie mogła Mu Pani, chociaż, zrobić uśmiechu? Co On taki smutny jest?

- No bo Mu smutno, bez Jego Córeczki! Pani się wydaje, że On to się nie przywiązał, do tej Pani beznadziejności? Ani, ani? Siedział, jednak, z Panią trochę czasu, w robocie i po robocie.

- Wydaje mi się, że nie, no, ale dobra... A ten szalik? Z czego?

- Już, już sprawdzam. Z Calvina Kleina. Ucięłam akurat ten kawałek, z metką. Żeby Pani miała Tatę na bogato! I koszulę też ma firmową, z Mattel. Od Kena pożyczyłam. Ładna?

- Pani się, po pracy, bawi Kenami i lalkami Barbie?

- Nie, ale jak tu wpadają Dorosłe Dzieci Dysfunkcji, to im daję zabawki, żeby się pobawiły. Tak się robi. Oglądałam na Youtube. Mówiłam Pani, że ja jestem dobrze wyszkoloną psychoterapeutką!

- Uszy ma za duże, a nos za mały. I ta fryzura... Jezzu... Nie było jakiejś ładniejszej włóczki? Dodała mu Pani tak z dziesięć lat, najmniej!

- No, ale z tyłu ma też czapkę, widzi Pani? Za głową- tam. Kaszkiet taki modny, ładny. Ładny? Jak Panią będzie odprowadzał, to będzie ubierał, a potem ściągał, jak wróci. Mocowany, na gumkę. Czy już możemy przejść do dialogu?

- A gdzie ma nogi i ręce?

- Nie ma. Żeby Go nie bolały. I, żeby się Pani nie martwiła, że Go bolą, bo Pani, Pani Olu NIE JEST od martwienia się! Pamięta Pani? No. Czy możemy, zatem, już przejść do rozmowy, dialogu z Pani Tatą?

- Ja nie będę z tym czymś rozmawiać, przecież! Już wolę z krzesłem! Pani zrobiła, tu, jakąś parodię mojego Ojca!

- No tak. Specjalnie. Żeby Pani było weselej! Nie jest Pani?

-  Nie. Wcale, a wcale.

- "CÓRECZKOOO? CO TERAZ CZUJEEESZ?"

- Co Pani robi... Pani jest nienormalna! Ojciec nie mówił głosem ducha, z horroru! Mówił powoli i łagodnie, jak w Anglii. Co to ma, w ogóle, być ?! Nie, idę stąd, bo nie wytrzymam...

- "Curuuś! No pogadaj ze mną! Znajdź 3 czerwone rzeczy, to, w nagrodę, dostaniesz naklejkę z Gizmo!"

- Nie. Chcę z Prawdziwym.

- Nie można używać "Nie"! Musi Pani zamienić!

- NIE!! MOGĘ ZAMIENIAĆ "NIE" tylko, przy PRAWDZIWYM OJCU!!

- Skąd ja mam Pani wytrzasnąć Prawdziwego?! Pani Olu! Na Panią, to, po prostu, nie ma sposobów! Nowych Ojców Pani znalazłam - źle. Zrobiłam Pani starego Ojca - źle. Chciałam siedzieć za Panią, żeby miała Pani otwartą przestrzeń i sobie Pani wyobraziła Ojca - też źle! Czy Pani nie widzi jak ja się staram? Czy ja mam też wpaść w depresję, obsesję i stany urojenia, żeby Pani się zrobiło lepiej?

- Niech Pani sobie wpada, w co Pani chce. Ja już nie mam siły na to wszystko! I są na mnie sposoby - ale tylko mój Tata je zna. To już chyba Pani mówiłam, ze dwieście razy. Że tylko On umiał mnie uczyć!

- Dobrze. To może będzie lepiej, jak spróbujemy, w formie szkolenia. Niech Pani sobie weźmie kartkę, białą, i niech sobie Pani zapisze. Uwaga. Dyktuję: Czyste zioło, powietrze, wóda... Dlaczego Pani nie pisze?

- Bo nie mam długopisu. Zostawiłam u Taty na poddaszu.

(...razem z całą resztą siebie).

- PANI OLU!!!! WYNOCHA MI STĄD!!! PANI JEST W OGÓLE NIEPRZYGOTOWANA DZIŚ!! ROZTARGNIONA! ZDENERWOWANA! STĘSKNIONA! JA NIE MAM SPOSOBÓW JUŻ! ZMIENIĘ ZAWÓD, PRZEZ PANIĄ!! WOOOOOOOON!

(A mówiła, że taka dobrze wyszkolona jest...no i masz...Następna mnie wyrzuciła...)

- No i bardzo dobrze! Tak,wiem! Nie zamykać furtki na dole! Do widzenia!









Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zapis sesji nr 6.