Zapis sesji nr 8.
- Ale duchota dzisiaj... Przepraszam za spóźnienie! Zepsuła się moja dmuchawa do liści i zasiedziałam się w ogrodzie, no, ale.. już jestem! I widzę, w Pani oczach beznadziejność, po prostu! Czy dobrze widzę? Jak on tak Panią zdradza i zdradza, to niech Pani tez go zdradzi, a nie płacze po nocach! Albo niech Pani idzie na automaty i sobie też wygra pieniądze! Ja ostatnio wpadam do kasyna, na ruletkę i black jacka... I powiem Pani...jeden taki krupier...szalenie mi się podoba! Taki wysoki, w okularach. O! Podobny trochę do Chestera Benningtona! No naprawdę...A ten Pani Mąż jest bezlitosny.... A co tak Pani dziwnie na mnie patrzy? Pani nie lubi ruletki?
(Nie no...ja oszaleję, z tą Babą...)
- Proszę sobie tam zajrzeć, jakby Pani mogła, do tych swoich szpargałów i przeczytać najpierw; jak mam na imię i co mi dolega, dobrze? Ja się nigdzie nie spieszę, także - na spokojnie...
- Ojej! Rzeczywiście! Przepraszam, za to niedopatrzenie. Czy może Pani, na momencik, wyjść i wrócić, dosłownie, za pięć sekund?
("Nigdy nie przepraszaj...")
-Spoko...A muszę, przez furtkę? Czy wystarczy tylko przez drzwi?
- Przez drzwi wystarczy. Tylko proszę nie trzaskać, bo są trochę... poniszczone, tak się składa.
- Ok...To trzy-czte-ry. Wychodzę!
(I wchodzę...Kurwa, nie wierzę, że to robię...)
- Ooo! Dzień dobry Pani Olu! Miło Panią znowu widzieć!
(To jest szok... Po prostu ręce opadają...Ja ją kiedyś zabiję, naprawdę... )
- Świetnie.
-Ale co świetnie?
- Świetnie, że Pani miło!
- Ale Pani to zaraz wcale nie będzie, Pani Olu! Ja Pani muszę dać reprymendę!
- Reprymendę. Mhm...
- Mam przecieki, z monitoringu, że Pani się, w nocy, włamała do mojego gabinetu. Czy to prawda?
- Prawda...
- A dlaczego się Pani włamuje w nocy? Czy Pani nie może poczekać do rana? Ja ten gabinet starannie urządzałam, dobierałam... drzwi antywłamaniowe z sosny, podwójne. No właśnie! Pani mi drzwi poniszczyła! Dlaczego?
- Bo ja już nie mogę patrzeć na Panią, po prostu! I bardzo chętnie bym poczekała do rana i sobie z Panią pogawędziła, ale nie miałam ochoty! Chciałam sama...z Tatą!
-No to dlaczego, od razu, Pani nie powiedziała!? Tu jest gabinet uniwersalny, Pani Olu! Pracuje się tu we wszystkich nurtach! Już dobrze...I więcej proszę się nie włamywać w nocy i mi tu nie płakać na mój jasny dywan Shaggy, za Ojcem, bo się zrobią plamy i ja nie będę wiedziała komu mam wystawić rachunek za pralnię! Pani czy Pani Ojcu?! No. A zaraz już będzie Pani miała to, co Pani chciała! Uwaga!
(Co teraz...?!)
- Domyślam się, że czai się w tym CZYMŚ jakiś błyskotliwy haczyk...?
- Proszę: jedno żółte, skandynawskie krzesło tu - siup! Tu Pani teraz sobie usiądzie, a ja tu - za Panią. I już nie musi mnie Pani wcale oglądać! Będzie sobie Pani mówić do przestrzeni, a ja będę za Panią, także nie musi się Pani niczego już bać!
- Właśnie, coraz bardziej, zaczynam się Pani bać! Znowu Pani się naczytała tych Ćpunów z Wiednia? I czy Panią porąbało już do reszty? Czemu Pani w szaliku siedzi?!
- No chciałam...chciałam, żeby Pani miała, jak u Taty! Jeszcze się nauczyłam kilku cytatów, z moich książek, na pamięć. Chce Pani posłuchać?
- Nie, dzięki! Niech się Pani przestanie popisywać, jak Ojciec! Bo Pani to nie wychodzi! Pani się specjalnie nauczyła, a On umiał naprawdę!
- Umiał popisywać Się?
(Ten nacisk na "Się" trochę mnie niepokoi...Co ona znowu kombinuje, Idiotka?)
- Czasami... Ja lubiłam te Jego popisy, w przeciwieństwie do Pani popisów! I wiem, że umiał wszystkie swoje książki, na pamięć! Całe! A nie fragmenty, na moje potrzeby. I niech Pani, nawet, nie próbuje niczego mi tu przeciwprzenosić, ani pseudo, ani naprawdę, bo widzę,że Pani się zaczęła za bardzo wczuwać, w rolę mojego Ojca! Nie wiem dlaczego, bo, w tej roli, obsadzony jest nadal - niezmiennie On! I zawsze będzie. ZAWSZE. Bo jak JA mówię ZAWSZE, to oznacza naprawdę ZAWSZE. Może Pani tego nie czai, ale to już nie jest moja wina. Także proszę się nie rozpędzać! I proszę zdjąć ten kretyński szalik, bo do Pani wcale nie pasuje!
- Pani jest smutna, ale wesoła. Dlaczego?
(O, może jeszcze wpadnie na to, że jest coś takiego, jak uczucia ambiwalentne...?)
- Taa. Strasznie wesoła... Zresztą... Był taki film... "Życie jest piękne"...
- Taak? O miłości? Bo ja ubóstwiam filmy o miłości!
- Tak. O miłości Ojca, do swojego dziecka. W nazistowskim obozie pracy, wiec nie wiem czy Panią ta tematyka zainteresuje. Nie ma tam, z tego,co mi wiadomo, żadnego krupiera o wyglądzie Chestera Benningtona.
- I co? Co ten Ojciec? Zainteresowałam się!
(No świetnie...Teraz będziemy sobie nawijać o filmach..)
- On tak tego swojego Dzieciaka kochał, że za wszelką cenę próbował złagodzić mu nieludzkie warunki pobytu, w obozie. I WKRĘCAŁ MU, że są w GRZE i, że to się nie dzieje naprawdę. Kapuje Pani? I, że to się niedługo skończy. I ja właśnie robię tak samo: wkręcam tu sobie, Pani i Ojcu DRAMAT, w opakowaniu, od KOMEDII. Żeby było nam wszystkim radośniej, niż jest! Żeby, W RAZIE, GDYBY, Ojciec jeszcze się o mnie martwił, to, żeby się MNIEJ martwił, a więcej śmiał się tu, razem ze mną. Z Pani - nie z Panią, tylko z Pani. Żeby była jasność. Tyle, że... już przestaję mieć siłę...Naprawdę...Zresztą Jego tu wcale nie ma. Sama Pani wczoraj powiedziała...A mi...strasznie mi Go brakuje...Okropnie. Tak, że aż się musiałam tu, do Pani włamać w nocy, więc sama Pani widzi. Nie jest dobrze.
- No tak, Pani Olu, ale Pani ma urojenia, przecież! Pani Go tu MUSI widzieć! Zdziwiłabym się, gdyby Go Pani NIE WIDZIAŁA, mając UROJENIA i, zresztą, też, obsesję. Musi być TAK, JAK W DOMINIE!
- No dobrze. Ja Go lubię widzieć, więc, na potrzeby Pani diagnozy, mogę widzieć. Choć, doprawdy, widziałoby mi się lepiej, gdyby np. dał znać, że jeszcze w ogóle żyje. I, że to wszystko ma jakikolwiek sens i cel. Gdyby, chociaż, napisał to swoje cudowne "świetnie" Pani czarną, lub czerwoną kredką! Dobra, zresztą...
- Niech Pani przestanie robić podkówkę, bo na mnie to wcale nie robi wrażenia, Pani Olu. Ja jestem tak wyszkolona, że na mnie nic nie robi wrażenia i nic mnie nie skruszy. Mogłabym zadzwonić do Pani Ojca i Pani załatwić jedno "świetnie", tak, mogłabym - ale tego nie zrobię! Po pierwsze dlatego,że włamała się Pani, do mojego gabinetu, bezkarnie, a po drugie, byłaby to okropna zbrodnia na etyce! Pani Ojciec NIE MOŻE sobie do Pani pisać "świetnie", na każde Pani zawołanie! Czy Pani to rozumie?
- No tak. Rozumiem. Zapomniałam, że jestem tak beznadziejna, że do mnie nie można pisać ANI JEDNEGO "świetnie", mimo, że do całej reszty ludzi, na tej planecie - można. Jeszcze ma Pani jakieś może...pomysły? Domysły? Teorie? Plany? Coś?
- A może by Pani MNIE narysowała, co? Mnie: OLĘ-TERAPEUTKĘ!? I może, by Pani zrobiła, animacje! I dubbing, do tego! Pani przecież umie rysować BEZ swojego Taty i Jego opowieści. UMIE PANI, bo przychodzi też, tu do mnie, Pani Szef ! I mi mówił!
- Serio? Mam jeszcze Panią rysować? Pani mi się już, i tak, śni, po nocach,w tych momentach, w których, akurat, nie śni mi się Ojciec.... Zresztą, ja umiem rysować tylko Syzyfów, z kamieniem.
- Kilku Syzyfów? Z jednym kamieniem? NO TO MOŻE W KOŃCU WTOCZYLI!?
- Nawet,w kilku, nie dali rady. Widać taki już jest los... Przesądzony...I mój Tata też to wiedział..że ze mnie, to już nic dobrego nie będzie... Jest taki mądry, że jedno spojrzenie, na mój rysunek i już wiedział...Dlatego mnie...
- No, ale Pani zobaczy...Pani Olu... Bo może też tak być, że ten Pani Ojciec, to zastosował taką terapię wstrząsem, żeby się Pani otrząsnęła. I, żeby On też się, z Pani beznadziejności, otrząsnął. I może, jakby ZOBACZYŁ, że się Pani otrząsnęła, to może by wrócił, co? Więc, może, niech się Pani zacznie otrząsać, powoli i łagodnie, ORAZ NARYSUJE MNIE! Ja tu Pani dam kartkę, proszę bardzo! Czy woli Pani, od razu, na sztaludze?
- Nie wolę...
- ALE MAM SZTALUGĘ! WIDZI PANI?! MAM!
-No widzę! Świetnie!
- To proszę. O. Tu. Kartka. Biała. I kredki. Czerwone i czarne. Całe pudełko, żeby Pani miała duży wybór czarnych i czerwonych odcieni i DO DZIEŁA! I może tu Pani zostać na razie. Przyjadą wymieniać drzwi, które PANI ZNISZCZYŁA W NOCY, to ich Pani trochę przypilnuje, żeby nie rozkradli moich żółtych, pikowanych krzeseł skandynawskich, moich książek, moich "Charakterów", mojego stolika z Ikei i całego tego mojego pięknego dorobku, którego się dorobiłam. Bo ja sama muszę się teraz, akurat, zająć kupowaniem serów i kiełbas, gdyż mam później takich różnych... gości. Na szczęście normalnych - takich, którzy jedzą. Nie to,co Pani. Nawet już mi wyjedli wszystkie cukierki, z mojej szafy. Zostały tylko te toffi, a ja nie lubie toffi - wolę dumle. Czy Pani też lubi dumle? A i te chusteczki kupię, od razu, dla Pani. Chociaż...jak tak na Panią patrzę teraz, to widzę, że może dzisiaj już Pani nie będzie, akurat, potrzebowała chusteczek? Co? Pani Olu, Kochana?
- Dobra już! Albo Pani idzie po te sery, albo Pani czyta mi tu, do tego rysowania! Bo, jak tak Pani pierdoli, od rzeczy, to nie mogę się skupić!
- Ok, to lecę! Jakby coś pani chciała ze sklepu, to proszę dzwonić!
- DOBRA!
(Nie no...ja oszaleję, z tą Babą...)
- Proszę sobie tam zajrzeć, jakby Pani mogła, do tych swoich szpargałów i przeczytać najpierw; jak mam na imię i co mi dolega, dobrze? Ja się nigdzie nie spieszę, także - na spokojnie...
- Ojej! Rzeczywiście! Przepraszam, za to niedopatrzenie. Czy może Pani, na momencik, wyjść i wrócić, dosłownie, za pięć sekund?
("Nigdy nie przepraszaj...")
-Spoko...A muszę, przez furtkę? Czy wystarczy tylko przez drzwi?
- Przez drzwi wystarczy. Tylko proszę nie trzaskać, bo są trochę... poniszczone, tak się składa.
- Ok...To trzy-czte-ry. Wychodzę!
(I wchodzę...Kurwa, nie wierzę, że to robię...)
- Ooo! Dzień dobry Pani Olu! Miło Panią znowu widzieć!
(To jest szok... Po prostu ręce opadają...Ja ją kiedyś zabiję, naprawdę... )
- Świetnie.
-Ale co świetnie?
- Świetnie, że Pani miło!
- Ale Pani to zaraz wcale nie będzie, Pani Olu! Ja Pani muszę dać reprymendę!
- Reprymendę. Mhm...
- Mam przecieki, z monitoringu, że Pani się, w nocy, włamała do mojego gabinetu. Czy to prawda?
- Prawda...
- A dlaczego się Pani włamuje w nocy? Czy Pani nie może poczekać do rana? Ja ten gabinet starannie urządzałam, dobierałam... drzwi antywłamaniowe z sosny, podwójne. No właśnie! Pani mi drzwi poniszczyła! Dlaczego?
- Bo ja już nie mogę patrzeć na Panią, po prostu! I bardzo chętnie bym poczekała do rana i sobie z Panią pogawędziła, ale nie miałam ochoty! Chciałam sama...z Tatą!
-No to dlaczego, od razu, Pani nie powiedziała!? Tu jest gabinet uniwersalny, Pani Olu! Pracuje się tu we wszystkich nurtach! Już dobrze...I więcej proszę się nie włamywać w nocy i mi tu nie płakać na mój jasny dywan Shaggy, za Ojcem, bo się zrobią plamy i ja nie będę wiedziała komu mam wystawić rachunek za pralnię! Pani czy Pani Ojcu?! No. A zaraz już będzie Pani miała to, co Pani chciała! Uwaga!
(Co teraz...?!)
- Domyślam się, że czai się w tym CZYMŚ jakiś błyskotliwy haczyk...?
- Proszę: jedno żółte, skandynawskie krzesło tu - siup! Tu Pani teraz sobie usiądzie, a ja tu - za Panią. I już nie musi mnie Pani wcale oglądać! Będzie sobie Pani mówić do przestrzeni, a ja będę za Panią, także nie musi się Pani niczego już bać!
- Właśnie, coraz bardziej, zaczynam się Pani bać! Znowu Pani się naczytała tych Ćpunów z Wiednia? I czy Panią porąbało już do reszty? Czemu Pani w szaliku siedzi?!
- No chciałam...chciałam, żeby Pani miała, jak u Taty! Jeszcze się nauczyłam kilku cytatów, z moich książek, na pamięć. Chce Pani posłuchać?
- Nie, dzięki! Niech się Pani przestanie popisywać, jak Ojciec! Bo Pani to nie wychodzi! Pani się specjalnie nauczyła, a On umiał naprawdę!
- Umiał popisywać Się?
(Ten nacisk na "Się" trochę mnie niepokoi...Co ona znowu kombinuje, Idiotka?)
- Czasami... Ja lubiłam te Jego popisy, w przeciwieństwie do Pani popisów! I wiem, że umiał wszystkie swoje książki, na pamięć! Całe! A nie fragmenty, na moje potrzeby. I niech Pani, nawet, nie próbuje niczego mi tu przeciwprzenosić, ani pseudo, ani naprawdę, bo widzę,że Pani się zaczęła za bardzo wczuwać, w rolę mojego Ojca! Nie wiem dlaczego, bo, w tej roli, obsadzony jest nadal - niezmiennie On! I zawsze będzie. ZAWSZE. Bo jak JA mówię ZAWSZE, to oznacza naprawdę ZAWSZE. Może Pani tego nie czai, ale to już nie jest moja wina. Także proszę się nie rozpędzać! I proszę zdjąć ten kretyński szalik, bo do Pani wcale nie pasuje!
- Pani jest smutna, ale wesoła. Dlaczego?
(O, może jeszcze wpadnie na to, że jest coś takiego, jak uczucia ambiwalentne...?)
- Taa. Strasznie wesoła... Zresztą... Był taki film... "Życie jest piękne"...
- Taak? O miłości? Bo ja ubóstwiam filmy o miłości!
- Tak. O miłości Ojca, do swojego dziecka. W nazistowskim obozie pracy, wiec nie wiem czy Panią ta tematyka zainteresuje. Nie ma tam, z tego,co mi wiadomo, żadnego krupiera o wyglądzie Chestera Benningtona.
- I co? Co ten Ojciec? Zainteresowałam się!
(No świetnie...Teraz będziemy sobie nawijać o filmach..)
- On tak tego swojego Dzieciaka kochał, że za wszelką cenę próbował złagodzić mu nieludzkie warunki pobytu, w obozie. I WKRĘCAŁ MU, że są w GRZE i, że to się nie dzieje naprawdę. Kapuje Pani? I, że to się niedługo skończy. I ja właśnie robię tak samo: wkręcam tu sobie, Pani i Ojcu DRAMAT, w opakowaniu, od KOMEDII. Żeby było nam wszystkim radośniej, niż jest! Żeby, W RAZIE, GDYBY, Ojciec jeszcze się o mnie martwił, to, żeby się MNIEJ martwił, a więcej śmiał się tu, razem ze mną. Z Pani - nie z Panią, tylko z Pani. Żeby była jasność. Tyle, że... już przestaję mieć siłę...Naprawdę...Zresztą Jego tu wcale nie ma. Sama Pani wczoraj powiedziała...A mi...strasznie mi Go brakuje...Okropnie. Tak, że aż się musiałam tu, do Pani włamać w nocy, więc sama Pani widzi. Nie jest dobrze.
- No tak, Pani Olu, ale Pani ma urojenia, przecież! Pani Go tu MUSI widzieć! Zdziwiłabym się, gdyby Go Pani NIE WIDZIAŁA, mając UROJENIA i, zresztą, też, obsesję. Musi być TAK, JAK W DOMINIE!
- No dobrze. Ja Go lubię widzieć, więc, na potrzeby Pani diagnozy, mogę widzieć. Choć, doprawdy, widziałoby mi się lepiej, gdyby np. dał znać, że jeszcze w ogóle żyje. I, że to wszystko ma jakikolwiek sens i cel. Gdyby, chociaż, napisał to swoje cudowne "świetnie" Pani czarną, lub czerwoną kredką! Dobra, zresztą...
- Niech Pani przestanie robić podkówkę, bo na mnie to wcale nie robi wrażenia, Pani Olu. Ja jestem tak wyszkolona, że na mnie nic nie robi wrażenia i nic mnie nie skruszy. Mogłabym zadzwonić do Pani Ojca i Pani załatwić jedno "świetnie", tak, mogłabym - ale tego nie zrobię! Po pierwsze dlatego,że włamała się Pani, do mojego gabinetu, bezkarnie, a po drugie, byłaby to okropna zbrodnia na etyce! Pani Ojciec NIE MOŻE sobie do Pani pisać "świetnie", na każde Pani zawołanie! Czy Pani to rozumie?
- No tak. Rozumiem. Zapomniałam, że jestem tak beznadziejna, że do mnie nie można pisać ANI JEDNEGO "świetnie", mimo, że do całej reszty ludzi, na tej planecie - można. Jeszcze ma Pani jakieś może...pomysły? Domysły? Teorie? Plany? Coś?
- A może by Pani MNIE narysowała, co? Mnie: OLĘ-TERAPEUTKĘ!? I może, by Pani zrobiła, animacje! I dubbing, do tego! Pani przecież umie rysować BEZ swojego Taty i Jego opowieści. UMIE PANI, bo przychodzi też, tu do mnie, Pani Szef ! I mi mówił!
- Serio? Mam jeszcze Panią rysować? Pani mi się już, i tak, śni, po nocach,w tych momentach, w których, akurat, nie śni mi się Ojciec.... Zresztą, ja umiem rysować tylko Syzyfów, z kamieniem.
- Kilku Syzyfów? Z jednym kamieniem? NO TO MOŻE W KOŃCU WTOCZYLI!?
- Nawet,w kilku, nie dali rady. Widać taki już jest los... Przesądzony...I mój Tata też to wiedział..że ze mnie, to już nic dobrego nie będzie... Jest taki mądry, że jedno spojrzenie, na mój rysunek i już wiedział...Dlatego mnie...
- No, ale Pani zobaczy...Pani Olu... Bo może też tak być, że ten Pani Ojciec, to zastosował taką terapię wstrząsem, żeby się Pani otrząsnęła. I, żeby On też się, z Pani beznadziejności, otrząsnął. I może, jakby ZOBACZYŁ, że się Pani otrząsnęła, to może by wrócił, co? Więc, może, niech się Pani zacznie otrząsać, powoli i łagodnie, ORAZ NARYSUJE MNIE! Ja tu Pani dam kartkę, proszę bardzo! Czy woli Pani, od razu, na sztaludze?
- Nie wolę...
- ALE MAM SZTALUGĘ! WIDZI PANI?! MAM!
-No widzę! Świetnie!
- To proszę. O. Tu. Kartka. Biała. I kredki. Czerwone i czarne. Całe pudełko, żeby Pani miała duży wybór czarnych i czerwonych odcieni i DO DZIEŁA! I może tu Pani zostać na razie. Przyjadą wymieniać drzwi, które PANI ZNISZCZYŁA W NOCY, to ich Pani trochę przypilnuje, żeby nie rozkradli moich żółtych, pikowanych krzeseł skandynawskich, moich książek, moich "Charakterów", mojego stolika z Ikei i całego tego mojego pięknego dorobku, którego się dorobiłam. Bo ja sama muszę się teraz, akurat, zająć kupowaniem serów i kiełbas, gdyż mam później takich różnych... gości. Na szczęście normalnych - takich, którzy jedzą. Nie to,co Pani. Nawet już mi wyjedli wszystkie cukierki, z mojej szafy. Zostały tylko te toffi, a ja nie lubie toffi - wolę dumle. Czy Pani też lubi dumle? A i te chusteczki kupię, od razu, dla Pani. Chociaż...jak tak na Panią patrzę teraz, to widzę, że może dzisiaj już Pani nie będzie, akurat, potrzebowała chusteczek? Co? Pani Olu, Kochana?
- Dobra już! Albo Pani idzie po te sery, albo Pani czyta mi tu, do tego rysowania! Bo, jak tak Pani pierdoli, od rzeczy, to nie mogę się skupić!
- Ok, to lecę! Jakby coś pani chciała ze sklepu, to proszę dzwonić!
- DOBRA!
Komentarze
Prześlij komentarz