Zapis sesji nr 2.
- O! Jest Pani! Dzwoniłam, bo wczoraj wróciłam z superwizji, od mojej przyjaciółki Bożeny. Cieszę się, ze Pani przyszła. Dzień dobry.
-Dzień nie może być dobry... Co Pani, właściwie, chce?
-Chciałam Pani obwieścić, że jednak podjęłam decyzję, żeby Panią dalej poprowadzić.
(Super, skaczę pod sufit z radości..)
-Świetnie...
-I jak się dziś czujemy?
-Ale my? Razem? Czy kogo, dokładnie, ma Pani na myśli?
- Panią, oczywiście, Pani Olu.
-Niedobrze. Cały czas chodzę spięta i mam natłok myśli. Boli mnie głowa, kark, mięśnie i stawy. Wypadają mi włosy i słabo widzę. Drżą mi powieki. Jestem strasznie zdenerwowana i roztrzęsiona. Nie mogę jeść, za to dużo palę. Fajka, za fajką. I bardzo tęsknię za Ojcem.
-I ma Pani jakiś pomysł co z tym zrobić?
(Taa, kurwa...milion pomysłów! Przecież jakbym miała, to bym zrobiła..)
- Nie.
-Bo wie Pani...Na dłuższą metę może to być dla Pani męczące.
(No co Ty?!)
- Dużo piszę. Trochę pomaga, ale to tylko dlatego, że wkręcam sobie, że Ojciec to czyta i wtedy się czuję trochę tak, jakbym z Nim rozmawiała. Byłam też w lesie. I wczoraj krótko z Nim, naprawdę, rozmawiałam i poczułam się, przez chwilę, nawet lepiej, ale tylko przez krótką chwilę, bo szybko mnie zbył.
-Zbył?
- No normalnie. Prawdopodobnie dostał na mnie szlaban.
-Szlaban...
-No tak. Od Żony. Dopiero na to wpadłam, że Ona mogła być o mnie zazdrosna, chociaż nie wiem całkowicie, z jakiego powodu. Patrzyłam w lustro i się zastanawiałam, ale im się dłużej zastanawiam, tym bardziej nie wiem. No i też myślę, ze On się mnie, zwyczajnie, boi.
-Boi się Pani?
- No tak. Ostatnio trochę mi odjebało, ale, w końcu, jestem świrem, więc myślałam, że to normalne i, że ani terapeuci, ani żony terapeutów, nie mają problemu z tym, że świr jest świrnięty i robi różne takie rzeczy... Czy nie ma może jakichś specjalnych szkoleń, zwłaszcza dla żon terapeutów?
- Nie wiem. Nie mam, na szczęście, nawet pół żony i to nie moje zmartwienie. A jakie konkretnie rzeczy ma Pani na myśli?
- No...Bo, po tym dziwnym komunikacie, nie od Niego Samego, wpadłam w rozstrój nerwowy. Potem zaczęłam pić, chociaż już prawie nie piłam i byłam nawet w stanie jeździć codziennie na alkomat, tak mnie Ojciec ustawił...No, ale musiałam znowu zacząć, przez to wszystko i później mu pisałam różne takie rzeczy, których normalnie wcale nie myślę... Nawet poddałam pod wątpliwość kwestię Jego profesji i pewnie się obraził. Ale byłam tak zfazowana, że nie wiedziałam, co piszę. Wtedy z tymi frytkami -tak samo...
- Już dobrze. Powiedziała Pani, że On się Pani boi... Hm, hm... A nie wpadła Pani może na to, że On się Sam Siebie boi?
- Co mi tu Pani...? Jak Siebie? Mój Stary się niczego nie boi! Tak sobie tylko palnęłam, że się mnie boi. Pani Go nie zna!
- Bo ja sobie tu tak czytam i czytam...ten Pani, pożal się Boże, WESOŁY DEKALOG DZIECKA...
-Już dobra...Nie każdy ma zdolności graficzne! Czep się, Pani, Picassa!
- Tu się nie rozmawia o sztuce, chyba, że Pani coś narysuje, ale do tego przejdziemy za chwilę. Więc...czytam sobie ten DEKALOG i to nie wygląda dobrze, Pani Olu...
- Które?
- Powykreślałam sobie, czerwoną kredką, wszystkie "Córeczki", bo Pani przecież nie jest żadną córeczką i zostały mi nieciekawe rzeczy... Proszę zobaczyć...
- Noo widzę. No i co? Nie bardzo rozumiem?
- Jak więc sama Pani widzi, natężenie "Córeczek" bardzo się ostatnio zwiększyło... To mi tak trochę wygląda na wtrącanie tego słówka, przy każdej sposobności, dla ugruntowania się, upewnienia...A upewnia się ktoś, kto nie jest pewny. No i gdy już wykreśliłam "córeczki", to zostało to, co pani widzi. Chciałaby Pani może coś powiedzieć? Może naszły Panią jakieś nowe refleksje?
- Tak. Chciałabym Panią spytać, czy nie wie Pani może ile to jest "kilka miesięcy"? Tak konkretnie, w dniach. Bo bym sobie chciała ustalić w kalendarzu jakąś datę.
- No to, przynajmniej, 61 dni.
- Świetnie! To wypada akurat w piątek, 28 czerwca. To ja sobie zapiszę i powieszę, żeby było mi lepiej. I będę skreślać w kalendarzu. Zawsze to jakiś powód, żeby następnego dnia wstać.
- W jakim celu?
-No, żeby skreślić.
- Nie w jakim celu wstać, tylko w jakim celu ta data?
- Ja już wiem, w jakim celu. Nie zamierzam Pani zdradzać moich dalekosiężnych planów, bo nie wiem kiedy zechce mnie Pani zostawić i co, potem, Pani z tą wiedzą zrobi.
-Pani mi nie ufa?
-Ani trochę.
-Pani ma problem z zaufaniem?
-Zdaje się, że ogromny. Przynajmniej od niedawna zaczął się pogłębiać.
-Będziemy nad tym pracować, a teraz, jeśli można, proszę sobie ubrać kolorową czapkę, bo jak Pani widzi, właśnie przyszedł pan od rolet i będzie trochę przeciąg, ale proszę się nie martwić, jest to człowiek głuchoniemy, także niczego nie usłyszy z tego, o czym tu sobie rozmawiamy.
-Nie mam czapki.
-Jak to Pani nie ma?
(Kurwa....)
-Normalnie - nie mam czapki. Ani jednej. Wszystkie wyrzuciłam. Kolorowe czapki były tylko na potrzeby moich spotkań z Ojcem. Tak samo, jak kolorowe kręciołki, kolorowe zeszyty w serduszka, kolorowe ubrania i kolorowe wszystko.
-A po co?
-No jak to po co? Jak już zostałam Jego Córką, to chciałam, żeby było dziecięco, nie? I też, właśnie po to, żeby nie było takich durnowatych insynuacji, jak Pani przed chwilą insynuowała. Pani na serio nie rozumie?
- To dlatego Pani jest dzisiaj taka na czarno?
- Ja na ogół chodzę na czarno, proszę Pani. Tak już mają introwertycy. Poza tym mam żałobę, po Pani Koledze, z którym Pani grała w dzikich drużynach. No, a teraz to mam już podwójną żałobę.
- A może by Pani sobie zrobiła RSA?
- Nie działa.
- RSA na wszystko działa.
- Może tak. Jeśli się kogoś ma. Kogokolwiek, kto by czasami podkreślił, że jest się kimś, kto ma jakąś wartość. Natomiast jeśli się ostatnią taką osobę traci, to ma się poczucie, że nie ma się żadnej wartości. A jak się nie ma żadnej wartości, to nie chce się o siebie walczyć i jest już wszystko jedno. I mi jest już, proszę Pani, wszystko jedno...i nie chce o siebie wcale walczyć, bo stałam się bezwartościowa.
- Pani to tak wszystko strasznie komplikuje... Na szczęście musimy już dzisiaj powoli kończyć, bo też jeszcze przyjadą z wodociągów. Ładny zlewozmywak sobie kupiłam?
(O ja pierdole...)
- Świetny.
- A kanapa? Jak się siedzi?
- Źle. To nie jest ani trochę moja kanapa.
- Ale gabinet ładny, prawda?
- Śliczny.
- Mam wrażenie, że Pani to mówi specjalnie, żeby mi zrobić przyjemność.
(No wow! Sherlock po prostu!)
- Dobra...Skończmy już może, bo... Ja naprawdę nie mam siły na rozmowy... A i proszę się może nauczyć angielskiego, żeby tak, czasami, zarzucić czymś po angielsku. Albo chociaż jakiegoś wiersza. Albo jakiejś wyliczanki. Bo jak na razie, to jest Pani beznadziejna. I proszę powiedzieć Bożenie, że Wasze teorie są słabe. Mega słabe.
-A skąd Pani wie, że Bożena to wymyśliła?
-Bo tak się składa,że u niej byłam!
(Sama mnie tam wysłałaś, Kretynko)
-A no...tak, tak... I Pani też to samo powiedziała?
- To samo. Słowo w słowo. Też sobie powykreślała "córeczki". Idiotyzm jakiś....
- Noo...To skoro moja Bożena to sobie powykreślała i Pani Bożena to sobie powykreślała i ja sobie to powykreślałam, to może czas się zastanowić nad tym, co zostało?
-Nic już teraz nie zostało. A do Bożeny więcej nie idę. Zaczęła kombinować w drugą stronę - super - zresztą Pani też! Ale mnie w to nie mieszajcie. Same się bawcie w wykreślanki.
- Do widzenia.
- A jakieś pięć pytań może? Coś?
- Nie wiem o co Pani chodzi. Jestem zmęczona.
-A. Dobra. Ok, nie było tematu. To do widzenia.
-Dzień nie może być dobry... Co Pani, właściwie, chce?
-Chciałam Pani obwieścić, że jednak podjęłam decyzję, żeby Panią dalej poprowadzić.
(Super, skaczę pod sufit z radości..)
-Świetnie...
-I jak się dziś czujemy?
-Ale my? Razem? Czy kogo, dokładnie, ma Pani na myśli?
- Panią, oczywiście, Pani Olu.
-Niedobrze. Cały czas chodzę spięta i mam natłok myśli. Boli mnie głowa, kark, mięśnie i stawy. Wypadają mi włosy i słabo widzę. Drżą mi powieki. Jestem strasznie zdenerwowana i roztrzęsiona. Nie mogę jeść, za to dużo palę. Fajka, za fajką. I bardzo tęsknię za Ojcem.
-I ma Pani jakiś pomysł co z tym zrobić?
(Taa, kurwa...milion pomysłów! Przecież jakbym miała, to bym zrobiła..)
- Nie.
-Bo wie Pani...Na dłuższą metę może to być dla Pani męczące.
(No co Ty?!)
- Dużo piszę. Trochę pomaga, ale to tylko dlatego, że wkręcam sobie, że Ojciec to czyta i wtedy się czuję trochę tak, jakbym z Nim rozmawiała. Byłam też w lesie. I wczoraj krótko z Nim, naprawdę, rozmawiałam i poczułam się, przez chwilę, nawet lepiej, ale tylko przez krótką chwilę, bo szybko mnie zbył.
-Zbył?
- No normalnie. Prawdopodobnie dostał na mnie szlaban.
-Szlaban...
-No tak. Od Żony. Dopiero na to wpadłam, że Ona mogła być o mnie zazdrosna, chociaż nie wiem całkowicie, z jakiego powodu. Patrzyłam w lustro i się zastanawiałam, ale im się dłużej zastanawiam, tym bardziej nie wiem. No i też myślę, ze On się mnie, zwyczajnie, boi.
-Boi się Pani?
- No tak. Ostatnio trochę mi odjebało, ale, w końcu, jestem świrem, więc myślałam, że to normalne i, że ani terapeuci, ani żony terapeutów, nie mają problemu z tym, że świr jest świrnięty i robi różne takie rzeczy... Czy nie ma może jakichś specjalnych szkoleń, zwłaszcza dla żon terapeutów?
- Nie wiem. Nie mam, na szczęście, nawet pół żony i to nie moje zmartwienie. A jakie konkretnie rzeczy ma Pani na myśli?
- No...Bo, po tym dziwnym komunikacie, nie od Niego Samego, wpadłam w rozstrój nerwowy. Potem zaczęłam pić, chociaż już prawie nie piłam i byłam nawet w stanie jeździć codziennie na alkomat, tak mnie Ojciec ustawił...No, ale musiałam znowu zacząć, przez to wszystko i później mu pisałam różne takie rzeczy, których normalnie wcale nie myślę... Nawet poddałam pod wątpliwość kwestię Jego profesji i pewnie się obraził. Ale byłam tak zfazowana, że nie wiedziałam, co piszę. Wtedy z tymi frytkami -tak samo...
- Już dobrze. Powiedziała Pani, że On się Pani boi... Hm, hm... A nie wpadła Pani może na to, że On się Sam Siebie boi?
- Co mi tu Pani...? Jak Siebie? Mój Stary się niczego nie boi! Tak sobie tylko palnęłam, że się mnie boi. Pani Go nie zna!
- Bo ja sobie tu tak czytam i czytam...ten Pani, pożal się Boże, WESOŁY DEKALOG DZIECKA...
-Już dobra...Nie każdy ma zdolności graficzne! Czep się, Pani, Picassa!
- Tu się nie rozmawia o sztuce, chyba, że Pani coś narysuje, ale do tego przejdziemy za chwilę. Więc...czytam sobie ten DEKALOG i to nie wygląda dobrze, Pani Olu...
- Które?
- Powykreślałam sobie, czerwoną kredką, wszystkie "Córeczki", bo Pani przecież nie jest żadną córeczką i zostały mi nieciekawe rzeczy... Proszę zobaczyć...
- Noo widzę. No i co? Nie bardzo rozumiem?
- Jak więc sama Pani widzi, natężenie "Córeczek" bardzo się ostatnio zwiększyło... To mi tak trochę wygląda na wtrącanie tego słówka, przy każdej sposobności, dla ugruntowania się, upewnienia...A upewnia się ktoś, kto nie jest pewny. No i gdy już wykreśliłam "córeczki", to zostało to, co pani widzi. Chciałaby Pani może coś powiedzieć? Może naszły Panią jakieś nowe refleksje?
- Tak. Chciałabym Panią spytać, czy nie wie Pani może ile to jest "kilka miesięcy"? Tak konkretnie, w dniach. Bo bym sobie chciała ustalić w kalendarzu jakąś datę.
- No to, przynajmniej, 61 dni.
- Świetnie! To wypada akurat w piątek, 28 czerwca. To ja sobie zapiszę i powieszę, żeby było mi lepiej. I będę skreślać w kalendarzu. Zawsze to jakiś powód, żeby następnego dnia wstać.
- W jakim celu?
-No, żeby skreślić.
- Nie w jakim celu wstać, tylko w jakim celu ta data?
- Ja już wiem, w jakim celu. Nie zamierzam Pani zdradzać moich dalekosiężnych planów, bo nie wiem kiedy zechce mnie Pani zostawić i co, potem, Pani z tą wiedzą zrobi.
-Pani mi nie ufa?
-Ani trochę.
-Pani ma problem z zaufaniem?
-Zdaje się, że ogromny. Przynajmniej od niedawna zaczął się pogłębiać.
-Będziemy nad tym pracować, a teraz, jeśli można, proszę sobie ubrać kolorową czapkę, bo jak Pani widzi, właśnie przyszedł pan od rolet i będzie trochę przeciąg, ale proszę się nie martwić, jest to człowiek głuchoniemy, także niczego nie usłyszy z tego, o czym tu sobie rozmawiamy.
-Nie mam czapki.
-Jak to Pani nie ma?
(Kurwa....)
-Normalnie - nie mam czapki. Ani jednej. Wszystkie wyrzuciłam. Kolorowe czapki były tylko na potrzeby moich spotkań z Ojcem. Tak samo, jak kolorowe kręciołki, kolorowe zeszyty w serduszka, kolorowe ubrania i kolorowe wszystko.
-A po co?
-No jak to po co? Jak już zostałam Jego Córką, to chciałam, żeby było dziecięco, nie? I też, właśnie po to, żeby nie było takich durnowatych insynuacji, jak Pani przed chwilą insynuowała. Pani na serio nie rozumie?
- To dlatego Pani jest dzisiaj taka na czarno?
- Ja na ogół chodzę na czarno, proszę Pani. Tak już mają introwertycy. Poza tym mam żałobę, po Pani Koledze, z którym Pani grała w dzikich drużynach. No, a teraz to mam już podwójną żałobę.
- A może by Pani sobie zrobiła RSA?
- Nie działa.
- RSA na wszystko działa.
- Może tak. Jeśli się kogoś ma. Kogokolwiek, kto by czasami podkreślił, że jest się kimś, kto ma jakąś wartość. Natomiast jeśli się ostatnią taką osobę traci, to ma się poczucie, że nie ma się żadnej wartości. A jak się nie ma żadnej wartości, to nie chce się o siebie walczyć i jest już wszystko jedno. I mi jest już, proszę Pani, wszystko jedno...i nie chce o siebie wcale walczyć, bo stałam się bezwartościowa.
- Pani to tak wszystko strasznie komplikuje... Na szczęście musimy już dzisiaj powoli kończyć, bo też jeszcze przyjadą z wodociągów. Ładny zlewozmywak sobie kupiłam?
(O ja pierdole...)
- Świetny.
- A kanapa? Jak się siedzi?
- Źle. To nie jest ani trochę moja kanapa.
- Ale gabinet ładny, prawda?
- Śliczny.
- Mam wrażenie, że Pani to mówi specjalnie, żeby mi zrobić przyjemność.
(No wow! Sherlock po prostu!)
- Dobra...Skończmy już może, bo... Ja naprawdę nie mam siły na rozmowy... A i proszę się może nauczyć angielskiego, żeby tak, czasami, zarzucić czymś po angielsku. Albo chociaż jakiegoś wiersza. Albo jakiejś wyliczanki. Bo jak na razie, to jest Pani beznadziejna. I proszę powiedzieć Bożenie, że Wasze teorie są słabe. Mega słabe.
-A skąd Pani wie, że Bożena to wymyśliła?
-Bo tak się składa,że u niej byłam!
(Sama mnie tam wysłałaś, Kretynko)
-A no...tak, tak... I Pani też to samo powiedziała?
- To samo. Słowo w słowo. Też sobie powykreślała "córeczki". Idiotyzm jakiś....
- Noo...To skoro moja Bożena to sobie powykreślała i Pani Bożena to sobie powykreślała i ja sobie to powykreślałam, to może czas się zastanowić nad tym, co zostało?
-Nic już teraz nie zostało. A do Bożeny więcej nie idę. Zaczęła kombinować w drugą stronę - super - zresztą Pani też! Ale mnie w to nie mieszajcie. Same się bawcie w wykreślanki.
- Do widzenia.
- A jakieś pięć pytań może? Coś?
- Nie wiem o co Pani chodzi. Jestem zmęczona.
-A. Dobra. Ok, nie było tematu. To do widzenia.
Komentarze
Prześlij komentarz