Zapis sesji nr 11.

- A co tu się stało? Dzień dobry!

- Ładnie? Dla Pani zrobiłam - specjalnie! Żeby tak tu było rodzinnie! Pani i Tata, Tata i Pani! Wszędzie WY RAZEM, tacy piękni i młodzi! Pani 13, Tata 33 - Całe dzieciństwo Wasze! Tak stylowo i romantycznie. I przemalowałam na biało, żeby nie było, że za bardzo, naciapane.

- Romantycznie... Mhm... No powiem Pani... Popłynęła Pani... No ładnie. Dziękuję.

(Brakuje tylko linki z pętlą, na środku, pod jej stylowym i romantycznym sufitem...)

- No. Tu, nad kanapą, jest Pani: Super-Córka, ze swoim Super-Tatą, kiedy jeszcze była Pani taka leciutka, jak piórko, że Tata biegał, z Panią na plecach. Tam, z boku, na ścianie, ma Pani siebie i Tatę, jak czytacie sobie bajki o słoniach.

- Mhm...

- A tam wyżej: Tata Panią uczy latać. No, bo przecież nauczy Panią latać! Na pewno, Pani Olu! Ja byłam, u mojej, znajomej tarocistki i Ona powiedziała, że Pani Tata, to jest taki na pół. A tam, o - tam idziecie, po plaży, w Juracie.

- Na pół?

(Ona jest niesamowita, po prostu...)

- Na pół Panią jeszcze kocha. A na pół nie. I tam też jej wyszło, że On ma długi proces decyzyjny, bo jest facetem, chociaż, oczywiście, dla Pani nie jest facetem, tylko Ojcem, a, według mody gender: RODZIC, to RODZIC, Pani Olu. NIE FACET.  Ale, na wszelki wypadek, dodałam Go, też, na tabliczce, na furtce.

(Co ona bredzi...?)

- Jak to Go Pani dodała?

- No, jakby mu Jego biznes nie wypalił, czy coś. Albo na stare lata! To może dołączyć, tu, do mnie. I będzie mi tu pomagał. Będzie jeździł, po nowe sery i, też, parzył  kawę kolumbijską, liście zdmuchiwał dmuchawą do liści, robił takie drobne naprawy krzeseł skandynawskich... i takie tam... różne.

- Czy Pani zwariowała? Pani myśli, że Ojciec, to jakaś sekretarka? Gosposia? Złota rączka? Niech sobie Pani Ganstera, z Żoną zatrudni, do parzenia kawy i drobnych napraw! Mój Tata, to intelektualista! Może być, jedynie, od spraw niesamowitych. Może Pani robić superwizje, zamiast tej idiotki - Bożeny.

-  No dobrze...Muszę Pani przyznać rację, Pani Olu. Ta Bożena... Pokłóciłam się z nią i już nie jest moją przyjaciółką. Dobrze, to może faktycznie. W każdym razie niech sobie wisi na tabliczce, w moim gabinecie.

- Świetnie. Zapewne poczuje, z tego powodu, nieopisaną dumę...

- A! Proszę spojrzeć teraz na stolik, Pani Olu. Tam jest COŚ SPECJALNEGO dla Pani.

- Co znowu...? Pani jest, naprawdę, za mocno zaangażowana... Czy Pani nie ma innych królików doświadczalnych, do swoich szalonych eksperymentów? Bo czasami mam wrażenie, jakbym tylko ja przychodziła do tego gabinetu, a Pani była skupiona wyłącznie na mnie. No? To co tam Pani znowu wymyśliła?

- To tak: Tu są zdjęcia Pani prawdziwego Taty. Biologicznego. Tego, który tak na Panią strasznie wrzeszczał codziennie po 22:00, jak wracał z pracy i rzucał telewizorem, ORAZ Pani matką i artykułami,ze stali nierdzewnej. Znalazłam go, na Naszej Klasie i wydrukowałam, przy pomocy mojego pięknego urządzenia wielofunkcyjnego HP. Co tak Pani patrzy? Niech się Pani nie boi! On już nie żyje, od dawna przecież! Nic Pani nie zrobi! Poza tym teraz mamy takie telewizory, że kineskopy nie wybuchają! No! Naprawdę! A tu... ten drugi stosik... To są zdjęcia Pani nowego Taty, z drugiego dzieciństwa. I teraz tak: Będzie sobie pani patrzeć i patrzeć, na tego pierwszego, a potem, jak klasnę, szybko Pani spojrzy na tego drugiego - z szalikiem. Mhm? Rozumie Pani, Pani Olu?

- Nie wiem. Jestem lekko oszołomiona... Pani kreatywność, po prostu, nie zna granic...

- Już śpieszę z tłumaczeniem! Będzie sobie Pani tak patrzeć i patrzeć. Tak przez godzinę. Dobrze? I wtedy, jak już się Pani napatrzy, to zapomni Pani całkiem, o tym drugim i będzie Pani pamiętać tylko o pierwszym, ale kochać, go tak, jak drugiego.

- Pani chyba żartuje...Mam kochać tego człowieka, z Pani pierwszego stosiku tak, jak kocham  mojego prawdziwego Tatę, z szalikiem? Mam zapomnieć o Tacie i utrwalać obraz sadysty? Czy Pani wczoraj, przy tym brydżu, nie przesadziła, z mocnymi trunkami? Nie się Pani wypcha z tymi zdjęciami! To jest jakiś idiotyzm! Gdzie Panią tego uczyli, w ogóle?

- NO, ALE CO TO PANI ROBI ZA RÓŻNICE, PANI OLU?! Znowu Pani kręci nosem na wszystko! Czy naprawdę jest jakaś różnica, między Pani pierwszym, a drugim Ojcem? O! O! Tu, to nawet mają szaliki podobne!

- No tak. I na tym ich podobieństwa się kończą. Jak Pani mogła ich, w ogóle, ze sobą zestawić, na jednym stole? Pani na głowę upadła...

- Czyli odmawia Pani wpatrywania się w zdjęcia oryginalnego Ojca, tak?

- Kategorycznie. Dla mnie, to, w ogóle, nie jest żaden Ojciec. Nigdy nie powinien mieć Dzieci. Za to mój drugi Tata mógłby ich mieć dużo - i wszystkie by ogarnął, mówiąc do nich łagodnie i powoli i czytając im bajki. Np. o "Ciepłym i puchatym" i dając im talerze do tłuczenia. I wtedy te wszystkie dzieci byłyby, na pewno, w przyszłości KIMŚ - nie to, co ja.... Bo gdy się ma takiego Tatę, to ma się siłę, już od urodzenia...Przez całe życie!

- No dobrze. To, w takim razie, wszystkie zdjęcia pani starego Taty podrzemy. O, już, świetnie... i spalimy w ogrodzie. To znaczy nie teraz. Przy okazji ogniska, w moje urodziny. Dzisiaj Pani nie wygląda, jakby miała Pani siłę palić zdjęcia. Ja już dam Pani dzisiaj, chyba, spokój.

- Wreszcie Pani powiedziała coś do rzeczy.

- Tata się nie odezwał? I jest Pani nadal smutno? Zgadłam?

- Ależ skąd! Rozmawiał ze mną, żywo, całe popołudnie! Tak! I jestem wniebowzięta i szczęśliwa!

- Mam wrażenie, że Pani mówi, z lekkim przekąsem i ironią. I tak patrzę na pani czoło, Pani Olu... I Pani ma zmarszczone czoło. Węszę, że Pani jednak jest zniecierpliwiona.

- A może by Pani chciała zmienić zawód, co? I np. wstąpić do policji, w charakterze psa tropiącego, skoro Pani tak świetnie węszy?

- Nie będę, Pani Olu, reagować, na Pani zaczepki, bo Pani jest, przecież, psychopatką, z obsesją,więc ja muszę być, dla Pani, odwrotna. Muszę być dla Pani dobra i się o Panią troszczyć. Tak. Dlatego zapraszam tu Panią, na dywan jasny Shaggy, Pani Olu. Hop! No już, już! Posiedzimy sobie i pokażę Pani, jaki piękny album, dla Pani narysowałam, w bloku rysunkowym!

- No dobra...

- Proszę zobaczyć. Zrobiłam Pani ALBUM PRZYSZŁOŚCI, w której byłby Pani Tata, GDYBY Pani wszystkiego nie zepsuła, przez swoje pijackie frytki belgijskie i płetwy na ręce. Nawet kupiłam wszystkie kolory kredek! Taką by Pani miała kolorową przyszłość, ze swoim Tatą!

(Ooo. RWE, w wersji obrazkowej - to może być nawet spoko).

- Fajnie.

- O! Proszę zobaczyć! Tu Tata daje Pani kubek magiczny, a Pani lecą łzy radości i wzruszenia. Tutaj wyczarowujecie wazony. Tutaj Pani ćwiczy, z Tatą, trójkąty na czole. Tutaj się Pani huśta, na krześle swojego Taty, bo pozwolił się Pani, przez chwilę, pohuśtać. Tu Tata czyta Pani nową bajkę, a Pani rysuje, w nowym zeszycie, w serduszka, bo cały stary Pani zapisała. Tutaj Pani prowadzi samochód. Jeszcze Elkę, ale proszę się nie martwić! Na następnej stronie Pani zda! O! TU! WIDZI PANI! Tu Pani odbiera swoje prawo jazdy, a Tata Pani wysyła niebieskie Radochy. Ładnie? Tu, za to...

- No tego nie rozumiem...Co to za ludzie, na tym rysunku, są narysowani?

- No to Pani, ze swoim Narzeczonym przecież! Obchodzicie drugi rok Pani trzeźwości!

- Z KIM?

- No bo Pani, dzięki Tacie, tak znormalniała,że jest Pani zaręczona i ma Pani narzeczonego! Normalnego!Nie żadnego toksyka!  Takiego, co gra, na bębnie w lesie, na pogańskich zjazdach. No. Fajny, nie? Zrobiłam takiego trochę podobnego, do Pani Ojca, bo Pani mówiła coś niedawno, że Tata, to taki Przystojniak, to niech już Pani ma! Podoba się Pani? Pani Olu? Halo!! Proszę tu patrzeć dalej...O! O! A tu! Matura zdana, na piątkę, i idzie Pani na psychologię. Tu odbiera Pani dyplom magistra! Jest już Pani trochę stara, ale nigdy nie jest za późno, żeby zostać magistrem, jak się ma Ojca Magistra, przecież... Tu Pani siedzi, z Tatą pod ścianą, przez jedną godzinę. Tu oglądacie, razem, Pani nowy gabinet. No i tu!! Jak pięknie!! Tu narysowałam śluby Pani Córek! I Pani Tatę i Pani Mamę i Pani Męża też, bo oczywiście wzięliście ślub! A, tu jeszcze poprawię, zapomniałam dorysować Pani Tacie muszki. Bo ja sobie Go wyobraziłam, w takiej czerwonej muszce. Może mieć, na ślubach, wyjątkowo, muszkę zamiast szalika? Co? Pani Olu? I taki dumny jest z Pani... Muszę Mu zrobić szerszy uśmiech. I nawet Mama uśmiechnięta! Widzi Pani? Jak to Pani wszystko zepsuła swoimi głupimi frytkami! Przecież te frytki belgijskie, to z Chin przyjeżdżają, niedobre to takie....Plastikowe...Co się Pani uroiło, z tymi frytkami? Ale zaraz...Pani Olu?? PANI OLU? CO PANI JEST...?!!!


....................................







Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zapis sesji nr 6.