Zapis sesji nr 1.
- A co Pani jest?
(No świetnie...Zaczyna się, po prostu...świetnie.)
- Nie wiem...Wie Pani...Bo mi się wydawało, że ja przyszłam do psychoterapeutki... Także ten...
Miałam nadzieję, że to Pani mi powie, co mi jest.
-No Pani nie wygląda zbyt korzystnie.
(Serio?)
-A bo...Tak się składa, że ostatnio słabo sypiam. Można powiedzieć, że prawie wcale nie sypiam. I też bardzo mało jem. Można powiedzieć, że prawie wcale nie jem. Za to dużo piję. I dużo leżę. I też dużo płaczę i dużo krzyczę, oraz rozmawiam sama ze sobą.
- No dobrze.
(Dobrze?)
- A jak Pani myśli, Pani...Jak Pani ma w ogóle na imię...a Pani OLU...Jak Pani myśli: co może być przyczyną tego Pani stanu?
-Hm. Nie wiem właściwie, od czego zacząć. Woli Pani od początku? Od końca? Czy ja mogę, w ogóle, opowiadać? Czy tu się raczej rysuje rysunki? Czy też, może, wyobraża wazony? Bo nie wiem jak by było dla Pani najkorzystniej. Może ja to Pani po prostu narysuję, co?
-Nie. Tu się nie rysuje. Przynajmniej nie dzisiaj, bo jeszcze nie dojechały czarne i czerwone kredki, ale jeśli mi Pani pozwoli zostawić zgłoszony telefon, to jest szansa,że zadzwoni kurier i wtedy będzie Pani miała swoje rysunki.
- O, to świetnie. To może tymczasem zacznę od tego, że wczoraj zabił mnie na amen ktoś, kto był mi najbliższy na świecie.
-ZABIŁ Panią...
(Jakby Ci to, kobieto, wytłumaczyć...)
- Normalnie. Stałam sobie i bardzo się bałam. Tak bardzo, jak jeszcze nigdy się nie bałam. I było ciemno, choć to był ranek. I tak bardzo płakałam, jak jeszcze nigdy nie płakałam. I mówiłam do Niego. Nawet trochę za dużo, jak na mnie, ale chciałam, żeby zrozumiał i, żeby coś odpowiedział. Cokolwiek. Bo wie Pani jak to jest, kiedy się do kogoś mówi ważne rzeczy, a ten ktoś nic nie odpowiada? To jest tak, jakby się było NIKIM! Zerem! Więc ja go tak bardzo prosiłam,żeby coś odpowiedział, ze zdarłam sobie do reszty gardło. Ale on stał całkiem niewzruszony. Jakbym nic, kompletnie, dla niego nie znaczyła. No więc wtedy dałam mu nóż i powiedziałam, żeby mnie zabił. I to było najgorsze. Bo on mnie zabił. Bez żadnych skrupułów i bez jednego słowa. Czy Pani mnie w ogóle słucha? Bo ja mam wrażenie,że Pani ma ciekawsze widoki za oknem.
-A, tak. Słucham, słucham, tylko zastanawiałam się jakie rolety sobie zamontować, żeby pasowały do moich nowych, żółtych krzeseł skandynawskich. No dobrze. A kim on w ogóle dla Pani był, ten Zabijaka?
-Mam go określić kształtem? Czy może kolorem?
-Najlepiej normalnie. Chociaż, jak Pani życzy. To Pani terapia, ja ją tu tylko, w końcu, prowadzę.
-Można powiedzieć, że był takim... Kołem. Ogroomnym. I zamkniętym. Takim wielkim, jak świat. Ale nie normalny świat, tylko świat z innej planety. A ja sobie stałam w samym środku. I On mnie otaczał z każdej strony. W obojętnie którą stronę bym nie poszła, to zajebałabym głową o Jego krawędź. Czy Pani mnie rozumie?
-No właśnie... nie bardzo.
-Dobrze, to może spróbujmy bez kształtów. Był dla mnie najważniejszym Człowiekiem, jakiego w życiu spotkałam. Wie Pani dlaczego? Bo był mądry. Nawet Bart nie był taki mądry. Ale Pani nie zna przecież Barta... Zapomniałam.
-Jak to nie znam Barta? Jasne, że znam! Grałam z nim kiedyś w nogę, w dzikich drużynach. Wszyscy przecież z nim grali w nogę i każdy zna Barta! Nie ma przypadków!
(O ja pierdolę...)
-Wie Pani co. To ja chyba już pójdę, bo... To nam trochę komplikuje sprawę. Ostatnio okazuje się, że wszyscy ludzie, którzy znali Barta, zaczynają mnie mordować, także nie chciałabym, żeby Pani też była umoczona.
- Nie no! Proszę kontynuować! Bart to był tylko taki krótki epizod w moim życiu. Zresztą! Tu nie będziemy rozmawiać o moim życiu, tylko o Pani! Proszę mi tu nie robić off topów!
- Okeeej.... Tak więc, można powiedzieć, ze On...stał się moim PRZYJACIELEM, żeby już zejść z tych ojców, bo zaraz będzie o przeniesieniach. Co prawda nie znaliśmy się długo, ale intensywnie. A, na niektórych poziomach świadomości, tak już jest, że czas nie bardzo ma znaczenie, raczej odczuwane emocje i tak dalej.
- Użyła Pani słowa... Psychologicznego! Dlaczego Pani, w ogóle używa psychologicznych słów? Ja tu jestem od psychologii, proszę Pani. Więc co z tym przeniesieniem?
-No właśnie. Bo ja to chciałam z Panią,w zasadzie o tym dzisiaj...Ale nie wiem czy można... Bo ja rozumiem wszystkie przeniesienia i przeciwprzeniesienia na tym świecie, tylko właśnie tego jednego, akurat, nie mogę zrozumieć.
-Rozumiem, że to był Pani terapeuta?
-Nooo....właśnie tak chyba nie do końca, bo... Co prawda, raz w tygodniu był terapeutą, ale, ponieważ tydzień ma siedem dni, to w pozostałe sześć, był już moim normalnym ojcem.
-Kim?
-No...Mówię przecież wyraźnie. Tak właśnie - ojcem! Bo sobie tak wymyśliliśmy! Taka zabawa! Psychoreality-show! Coś, jak "Trudne sprawy", tylko, że na Marsie, nie na Ziemi. Więc, skoro nie były spełnione ściśle określone warunki, w których zachodzą ściśle określone procesy, to dlaczego teraz mamy to nazywać...
-No właśnie. Dlaczego?
-No bo ojciec sobie tak wymyślił!
-Niech już Pani przestanie. Czy Pani rozumie, że to nie jest Pani ojciec?
-Raczej tak. A czy możemy się na chwilę skupić na człowieku, jako zjawisku? Zresztą on w ogóle nie był moim terapeutą, tylko bardziej nauczycielem. Czy nauczyciele może też się przeciwprzenoszą?
-Nic mi o tym nie wiadomo.
-No więc... Czy możemy zatem, na chwilę, postawić nieśmiałą hipotezę, ŻE gdybyśmy np. spotkali się w INNYM miejscu, nie w takim, które z góry wyklucza przyjaźnie, np. w lesie, albo w Empiku, w kolejce po magiczny kubek, to moglibyśmy zostać normalnymi przyjaciółmi i wtedy on, jako mój starszy przyjaciel MÓGŁBY się chcieć mną trochę opiekować, jak córką i pomagać mi, jak córce? I nawet mnie trochę kochać, jak córkę?
-Teoretycznie.
- I wtedy ja mogłabym go trochę kochać, jak ojca i sobie wpadać z drożdżówką?
-Pani zawsze tyle gada?
-...I wtedy, to już by się nie nazywało przeniesienie i przeciwprzeniesienie? TAK?!
- Dobrze, niech już się Pani uspokoi, bo będę Panią musiała zawiązać w kaftan, a to nowy kaftan, jeszcze z metką i wolałabym go zostawić na lepsze okoliczności. Proszę się teraz wygodnie oprzeć i powiedzieć mi... Co by Pani właściwie najbardziej chciała, gdyby Pani mogła?
-Najbardziej? A wszystko można?
- Wszystko.
-Chciałabym, żeby się tu zmaterializował, w tym gabinecie. Razem ze swoim szalikiem. On ma różne supermoce, więc prawdopodobnie, gdyby mu choć trochę zależało, na mnie, lub może na moim niepewnym losie, to podjąłby taką decyzję i się zmaterializował. I, żeby mi powiedział, że będzie chociaż trochę jeszcze w moim życiu, na tej planecie, jak już się poodnosimy na miejsca.
I żeby mnie przytulił. Tak! Po prostu! Żeby mnie przytulił i żeby przez chwile nikt nic nie mówił! Żeby mnie uspokoił, bo mam wrażenie, że długo już tak nie pociągnę i, że stanie się coś złego, a Pani wcale mi nie pomaga. Jestem na skraju wycieńczenia, naprawdę. Może sprawiam wrażenie osoby spokojnej i nawet wesołej, ale to tylko maska, żeby Pani nie było smutno!
-Czyli, że... Co Pani czuje?
-Ale kiedy? Teraz? Czy ogólnie?
-Ogólnie. Teraz, to mnie nie obchodzi, bo jeszcze nie wydrukowałam listy uczuć.
-Co czuję...W zasadzie ciężko mi to sprecyzować. Ogromny lęk, dezorientację... dekompensacje umysłową level hard i, myślę też, czy...
-Czy co?
-Bo teraz, jak go nie ma od tylu dni, to...to ja dopiero widzę ile dla mnie znaczył... Jak Pani myśli? Czy ja go mogłam pokochać na serio? Czy to mi się tylko wydaje?
-No nie...To jesteśmy w dupie! Zatoczyłyśmy koło, proszę Pani! Choć moja teoria jest taka, że Pani to chyba jednak JEST zakochana!
-No tak. To, to ja sama wiem. Tylko, że ja się zakochałam w ojcu i jego mądrości. A i w superbohaterze. Nie w facecie. Nie to, żebym miała coś do jego aparycji i męskości, uważam nawet,że Tata to niezły przystojniak, spoko, ale jakoś, pod tym względem, mnie w ogóle nigdy nie kręcił. Poza tym on jest stary i ma, jak na mój gust, za dużo zmarszczek. Czy to coś zmienia? I co tam Pani notuje na mnie?
-To niczego nie zmienia. Obawiam się,ze Pani jest za trudna i to wszystko jest dla mnie, proszę Pani, za trudne i przerasta moje kompetencje i, no cóż, nie będę już mogła dłużej Pani prowadzić, ale proszę zaczekać, wykonam tylko jeden telefon....Halo? Bożena? Bo mam tu taką jedną Panią. Idealna dla Ciebie!
(No świetnie...Zaczyna się, po prostu...świetnie.)
- Nie wiem...Wie Pani...Bo mi się wydawało, że ja przyszłam do psychoterapeutki... Także ten...
Miałam nadzieję, że to Pani mi powie, co mi jest.
-No Pani nie wygląda zbyt korzystnie.
(Serio?)
-A bo...Tak się składa, że ostatnio słabo sypiam. Można powiedzieć, że prawie wcale nie sypiam. I też bardzo mało jem. Można powiedzieć, że prawie wcale nie jem. Za to dużo piję. I dużo leżę. I też dużo płaczę i dużo krzyczę, oraz rozmawiam sama ze sobą.
- No dobrze.
(Dobrze?)
- A jak Pani myśli, Pani...Jak Pani ma w ogóle na imię...a Pani OLU...Jak Pani myśli: co może być przyczyną tego Pani stanu?
-Hm. Nie wiem właściwie, od czego zacząć. Woli Pani od początku? Od końca? Czy ja mogę, w ogóle, opowiadać? Czy tu się raczej rysuje rysunki? Czy też, może, wyobraża wazony? Bo nie wiem jak by było dla Pani najkorzystniej. Może ja to Pani po prostu narysuję, co?
-Nie. Tu się nie rysuje. Przynajmniej nie dzisiaj, bo jeszcze nie dojechały czarne i czerwone kredki, ale jeśli mi Pani pozwoli zostawić zgłoszony telefon, to jest szansa,że zadzwoni kurier i wtedy będzie Pani miała swoje rysunki.
- O, to świetnie. To może tymczasem zacznę od tego, że wczoraj zabił mnie na amen ktoś, kto był mi najbliższy na świecie.
-ZABIŁ Panią...
(Jakby Ci to, kobieto, wytłumaczyć...)
- Normalnie. Stałam sobie i bardzo się bałam. Tak bardzo, jak jeszcze nigdy się nie bałam. I było ciemno, choć to był ranek. I tak bardzo płakałam, jak jeszcze nigdy nie płakałam. I mówiłam do Niego. Nawet trochę za dużo, jak na mnie, ale chciałam, żeby zrozumiał i, żeby coś odpowiedział. Cokolwiek. Bo wie Pani jak to jest, kiedy się do kogoś mówi ważne rzeczy, a ten ktoś nic nie odpowiada? To jest tak, jakby się było NIKIM! Zerem! Więc ja go tak bardzo prosiłam,żeby coś odpowiedział, ze zdarłam sobie do reszty gardło. Ale on stał całkiem niewzruszony. Jakbym nic, kompletnie, dla niego nie znaczyła. No więc wtedy dałam mu nóż i powiedziałam, żeby mnie zabił. I to było najgorsze. Bo on mnie zabił. Bez żadnych skrupułów i bez jednego słowa. Czy Pani mnie w ogóle słucha? Bo ja mam wrażenie,że Pani ma ciekawsze widoki za oknem.
-A, tak. Słucham, słucham, tylko zastanawiałam się jakie rolety sobie zamontować, żeby pasowały do moich nowych, żółtych krzeseł skandynawskich. No dobrze. A kim on w ogóle dla Pani był, ten Zabijaka?
-Mam go określić kształtem? Czy może kolorem?
-Najlepiej normalnie. Chociaż, jak Pani życzy. To Pani terapia, ja ją tu tylko, w końcu, prowadzę.
-Można powiedzieć, że był takim... Kołem. Ogroomnym. I zamkniętym. Takim wielkim, jak świat. Ale nie normalny świat, tylko świat z innej planety. A ja sobie stałam w samym środku. I On mnie otaczał z każdej strony. W obojętnie którą stronę bym nie poszła, to zajebałabym głową o Jego krawędź. Czy Pani mnie rozumie?
-No właśnie... nie bardzo.
-Dobrze, to może spróbujmy bez kształtów. Był dla mnie najważniejszym Człowiekiem, jakiego w życiu spotkałam. Wie Pani dlaczego? Bo był mądry. Nawet Bart nie był taki mądry. Ale Pani nie zna przecież Barta... Zapomniałam.
-Jak to nie znam Barta? Jasne, że znam! Grałam z nim kiedyś w nogę, w dzikich drużynach. Wszyscy przecież z nim grali w nogę i każdy zna Barta! Nie ma przypadków!
(O ja pierdolę...)
-Wie Pani co. To ja chyba już pójdę, bo... To nam trochę komplikuje sprawę. Ostatnio okazuje się, że wszyscy ludzie, którzy znali Barta, zaczynają mnie mordować, także nie chciałabym, żeby Pani też była umoczona.
- Nie no! Proszę kontynuować! Bart to był tylko taki krótki epizod w moim życiu. Zresztą! Tu nie będziemy rozmawiać o moim życiu, tylko o Pani! Proszę mi tu nie robić off topów!
- Okeeej.... Tak więc, można powiedzieć, ze On...stał się moim PRZYJACIELEM, żeby już zejść z tych ojców, bo zaraz będzie o przeniesieniach. Co prawda nie znaliśmy się długo, ale intensywnie. A, na niektórych poziomach świadomości, tak już jest, że czas nie bardzo ma znaczenie, raczej odczuwane emocje i tak dalej.
- Użyła Pani słowa... Psychologicznego! Dlaczego Pani, w ogóle używa psychologicznych słów? Ja tu jestem od psychologii, proszę Pani. Więc co z tym przeniesieniem?
-No właśnie. Bo ja to chciałam z Panią,w zasadzie o tym dzisiaj...Ale nie wiem czy można... Bo ja rozumiem wszystkie przeniesienia i przeciwprzeniesienia na tym świecie, tylko właśnie tego jednego, akurat, nie mogę zrozumieć.
-Rozumiem, że to był Pani terapeuta?
-Nooo....właśnie tak chyba nie do końca, bo... Co prawda, raz w tygodniu był terapeutą, ale, ponieważ tydzień ma siedem dni, to w pozostałe sześć, był już moim normalnym ojcem.
-Kim?
-No...Mówię przecież wyraźnie. Tak właśnie - ojcem! Bo sobie tak wymyśliliśmy! Taka zabawa! Psychoreality-show! Coś, jak "Trudne sprawy", tylko, że na Marsie, nie na Ziemi. Więc, skoro nie były spełnione ściśle określone warunki, w których zachodzą ściśle określone procesy, to dlaczego teraz mamy to nazywać...
-No właśnie. Dlaczego?
-No bo ojciec sobie tak wymyślił!
-Niech już Pani przestanie. Czy Pani rozumie, że to nie jest Pani ojciec?
-Raczej tak. A czy możemy się na chwilę skupić na człowieku, jako zjawisku? Zresztą on w ogóle nie był moim terapeutą, tylko bardziej nauczycielem. Czy nauczyciele może też się przeciwprzenoszą?
-Nic mi o tym nie wiadomo.
-No więc... Czy możemy zatem, na chwilę, postawić nieśmiałą hipotezę, ŻE gdybyśmy np. spotkali się w INNYM miejscu, nie w takim, które z góry wyklucza przyjaźnie, np. w lesie, albo w Empiku, w kolejce po magiczny kubek, to moglibyśmy zostać normalnymi przyjaciółmi i wtedy on, jako mój starszy przyjaciel MÓGŁBY się chcieć mną trochę opiekować, jak córką i pomagać mi, jak córce? I nawet mnie trochę kochać, jak córkę?
-Teoretycznie.
- I wtedy ja mogłabym go trochę kochać, jak ojca i sobie wpadać z drożdżówką?
-Pani zawsze tyle gada?
-...I wtedy, to już by się nie nazywało przeniesienie i przeciwprzeniesienie? TAK?!
- Dobrze, niech już się Pani uspokoi, bo będę Panią musiała zawiązać w kaftan, a to nowy kaftan, jeszcze z metką i wolałabym go zostawić na lepsze okoliczności. Proszę się teraz wygodnie oprzeć i powiedzieć mi... Co by Pani właściwie najbardziej chciała, gdyby Pani mogła?
-Najbardziej? A wszystko można?
- Wszystko.
-Chciałabym, żeby się tu zmaterializował, w tym gabinecie. Razem ze swoim szalikiem. On ma różne supermoce, więc prawdopodobnie, gdyby mu choć trochę zależało, na mnie, lub może na moim niepewnym losie, to podjąłby taką decyzję i się zmaterializował. I, żeby mi powiedział, że będzie chociaż trochę jeszcze w moim życiu, na tej planecie, jak już się poodnosimy na miejsca.
I żeby mnie przytulił. Tak! Po prostu! Żeby mnie przytulił i żeby przez chwile nikt nic nie mówił! Żeby mnie uspokoił, bo mam wrażenie, że długo już tak nie pociągnę i, że stanie się coś złego, a Pani wcale mi nie pomaga. Jestem na skraju wycieńczenia, naprawdę. Może sprawiam wrażenie osoby spokojnej i nawet wesołej, ale to tylko maska, żeby Pani nie było smutno!
-Czyli, że... Co Pani czuje?
-Ale kiedy? Teraz? Czy ogólnie?
-Ogólnie. Teraz, to mnie nie obchodzi, bo jeszcze nie wydrukowałam listy uczuć.
-Co czuję...W zasadzie ciężko mi to sprecyzować. Ogromny lęk, dezorientację... dekompensacje umysłową level hard i, myślę też, czy...
-Czy co?
-Bo teraz, jak go nie ma od tylu dni, to...to ja dopiero widzę ile dla mnie znaczył... Jak Pani myśli? Czy ja go mogłam pokochać na serio? Czy to mi się tylko wydaje?
-No nie...To jesteśmy w dupie! Zatoczyłyśmy koło, proszę Pani! Choć moja teoria jest taka, że Pani to chyba jednak JEST zakochana!
-No tak. To, to ja sama wiem. Tylko, że ja się zakochałam w ojcu i jego mądrości. A i w superbohaterze. Nie w facecie. Nie to, żebym miała coś do jego aparycji i męskości, uważam nawet,że Tata to niezły przystojniak, spoko, ale jakoś, pod tym względem, mnie w ogóle nigdy nie kręcił. Poza tym on jest stary i ma, jak na mój gust, za dużo zmarszczek. Czy to coś zmienia? I co tam Pani notuje na mnie?
-To niczego nie zmienia. Obawiam się,ze Pani jest za trudna i to wszystko jest dla mnie, proszę Pani, za trudne i przerasta moje kompetencje i, no cóż, nie będę już mogła dłużej Pani prowadzić, ale proszę zaczekać, wykonam tylko jeden telefon....Halo? Bożena? Bo mam tu taką jedną Panią. Idealna dla Ciebie!
Komentarze
Prześlij komentarz