Totalna prywata.

- Bożena?! Ty u mnie?? A co to się stało? Wolne masz? Ja nie mam wcale ochoty, z Tobą rozmawiać!
Nie, po naszej ostatniej superwizji! Jak mogłaś mi, w ogóle, coś takiego zasugerować?! Ja - hazardzistką! Święci Pańscy! Przecież wiesz, że chodzę tam tylko dla Stefana! Ale NIE! - Ty i te Twoje sztywne, psychologiczne założenia! Wszyscy, którzy piją, to alkoholicy, wszyscy, którzy grają, to hazardziści! TAK? I wszyscy, jak te kiszone ogórki! - Najlepiej wrzucić do jednego słoika! Ja mam Cię dosyć, Bożena! Ja mam poważniejsze problemy, w tym momencie! Klientka mi tu zeszła prawie  - ledwie żyje! Musiałam wzywać żołty ambulans, z sześcioma ratownikami medycznymi, w odblaskowych, wściekłopomorańczowych, kurtkach!

- Czy mogę wejść, Koleżanko? Przychodzę, w sprawie służbowej. Chodzi NASZĄ WSPÓLNĄ KLIENTKĘ. Zaginęła.

- Nie zaginęła, tylko nie przyszła! I już do Ciebie więcej nie przyjdzie, Bożena! Bo ona ma  po prostu, po dziurki w nosie, Twoich wyliczanek, na temat jej Ojca! Poza tym.. teraz to już prawie nieżywa leży!  Ja nie wiem, co to, dalej będzie... Bożena.. Ja jej zrobiłam taki piękny ALBUM PRZYSZŁOŚCI Z JEJ TATĄ... Starałam się, naprawdę!

- Z kim?

- Z jej Tatą, przecież! Ojcem drugim! Tym kochanym, w szaliku. O, tym - zobacz. Zobacz jaki piękny album. Jakie by miała piękne życie z takim Ojcem...

- Bardzo subtelne. Istotnie. Nie dziwie się, że prawie zeszła. Co nie zmienia faktu, że to nie jest żaden jej Ojciec, Koleżanko! To dorosły mężczyzna!

- No co Ty, Bożenko! Przecież Ojciec MUSI być dorosły! Nie mówili Wam tego u Was, tam? W Akademii Rodzica?

- To w ogóle nie o to chodzi! To wszystko jest niemoralne, Koleżanko! To się nie mieści w etyce! To się...to się...to się.... Na moje oko to jest...

-TEGO,CO NAJWAŻNIEJSZE, OKIEM ZOBACZYĆ NIE MOŻNA, BOŻENA! ONI BYLI INNI, NIŻ NORMALNI! JESTEŚ WYPALONĄ ZAWODOWO, OKROPNĄ KONSERWATYSTKĄ! PROSZĘ! TU JEST - O TAKICH, JAK TY! PRZECZYTAJ SOBIE, JAK BARDZO POMOGLI INNYM SWOJĄ ETYKĄ!

- Auć!

- Możesz sobie zabrać, na zawsze! Mam, po trzy egzemplarze na każdej półce! Tam jest dużo, o tych Twoich etycznych pseudopsychoprzyjaciołach - takich, jak TY! Zasłaniają się etyką, żeby tylko sobie rąk nie pobrudzić! Nie pomagają! Tylko obiecują! Roboty, bez serca - nie ludzie!! A ON! ON JEDEN - JEST PRAWDZIWY! JEST CZŁOWIEKIEM, KTÓRY NAPRAWDĘ COŚ ROBI! Idź już, Bożena, bo jesteś fatalna...Wybacz, nie chciałam trafić w głowę.

- Koleżanko! Ja to zgłoszę! Tak nie może być!! Ja mam 70 lat stażu zawodowego! Freudowi trzymałam włosy, jak rzygał, po kokainie, ale go wyciągnęłam! Tak! Bo trzymałam się też ETYKI! A co to za hałas? Jakby ktoś stukał, w kaloryfer i krzyczał...?

- A, tak. Ale to nie tu. To tu obok, w moim domku gospodarczym, na działce. Przyjeżdża tu, dwa razy do roku, taki ksiądz alkoholik, na głodzie alkoholowym. No! I sobie pije, a ja mu tylko donoszę, z nocnego. A jak już nie ma, za co pić, to go przykuwam kajdankami, do kaloryfera. Dobrze, że mi przypomniałaś, Bożenko! Muszę iść go odkuć jutro rano, bo wydaje mi się, że mówił coś o wyjeździe w góry. On lubi narty. Pewnie dlatego, że slalom, to jego naturalny sposób chodzenia.

-A Ty mu jeszcze donosisz?! Tak mu pomagasz?! KOLEŻANKO! TO WSTYD I HAŃBA! TYLE LAT PRZYJAŹNI! TYLE LAT PRÓBOWAŁAM CIĘ RESOCJALIZOWAĆ! A TY WE MNIE RZUCASZ KSIĄŻKAMI! WYKLUCZĘ CIĘ ZE ZWIĄZKU! OSOBIŚCIE SIĘ O TO POSTARAM!

- NO I BARDZO DOBRZE! 90% TWOICH KLIENTÓW TRAFIA Z POWROTEM DO RYNSZTOKA! TAK ICH LECZYSZ!

- ONI SIĘ MAJĄ SAMI LECZYĆ! MY NIE JESTEŚMY OD LECZENIA!

- NO TAK! PEWNIE OD PATRZENIA I ANALIZOWANIA! SAMI, SAMI...- NIEKTÓRZY NIE POTRAFIĄ SAMI, BOŻENA!

- TO NIECH SIĘ STOCZĄ! PROSZĘ BARDZO! TO ICH ŻYCIE I ICH WYBÓR! JA MAM, PO PRACY SWOJE ŻYCIE! NIE BĘDĘ PILNOWAĆ DEGENERATÓW, JAK TY! MOŻE MAM IM JESZCZE POMAGAĆ PO GODZINACH, CO? MOŻE DZWONIĆ I PILNOWAĆ, CZY NIE ZACHLALI?! MI ZA TO NIE PŁACĄ!


- Dzień dobry. Nie przeszkadzam Paniom? Dzwoniłam dzwonkiem...ale...

-PANI OLA?! KOCHANA! GDZIE PANI BYŁA TYLE CZASU?! WSZYSCY PANI SZUKAJĄ!

- A.. Byłam na takiej ulicy... Grzybowej? Nie, to chyba były jakieś konkretne grzyby... Tam, niedaleko Ojca... Musiałam sobie zrobić megahiperwizję - bo u Pani to się nie da przecież normalnie!

- TO NIE JEST ŻADEN PANI OJCIEC!

- ZAMKNIJ MORDĘ BOŻENA! Idź już, bo naprawdę...

(Wow! Szacun! Jest coraz lepsza...Szybko się uczy...)

- Do widzenia, Pani Bożeno! I proszę tak mocno nie ściskać profesora Witkowskiego, bo się pogniecie. Do książek trzeba mieć szacunek, proszę Pani.

- ŻEGNAM!

***

- Idiotka! Wreszcie sobie poszła. Wyobraża Pani sobie, Pani Olu? Ona źle, na Pani Tatę mówiła! Zdjęcia jej się nie podobały! Album przyszłości jej się nie podobał.... Ykhm...No, zresztą.... Ten album to już, jakby... Nieważny. Nie było go! No, ale, niech już Pani mówi Pani Olu, bo nie mogę się doczekać! Kurki już są? Dużo Pani zebrała? Hmm? Już, już, laczuszki Pani daje, Kochana. Co taka Pani bledziudka? Oczka podkrążone, włoski nieuczesane...

- Nie lubię laczków, wolę w skarpetkach. Dziękuję. I nie byłam na GRZYBACH, tylko na ulicy....

- A po co na ulicy?

(Ja pierdole...zaczyna się... )

- No bo, na tej ulicy stoi taki domek dla trudnych ludzi - jak ja. I tam sobie poszłam. Porozmawiać...

- NO WIDZI PANI! Znalazłam Pani nowego Tatę! Wiedziałam!! Od razu mówiłam, że jest idealny na Pani nowego Ojca!

- Ja tam nie poszłam szukać Ojca! Niech Pani, w ogóle, nie zaczyna! Ojca mam tylko jednego! Poszłam tam, bo tam leczą nałogi. I MÓJ TATA, dawno już, kazał mi tam pójść. Dlatego poszłam. I, żeby sobie porozmawiać...o moim szalonym Ojcu - jednorazowo. Dlaczego Pani pali w gabinecie?

- A, już, przepraszam...Ta Bożena, po prostu... Już gaszę, już, już... No. Niech Pani mówi, co było dalej.

- No poszłam. I tam była sekretarka. I chciała mi zrobić kawę, ale ja nie lubię kawy,od sekretarek. Lubię tylko taką, którą MÓJ TATA mi robi, bo On dokładnie wie ile sypię cukru i ile trzeba mleka i ile trzeba, w którą stronę zamieszać.

- I co? Co było dalej?

- No i tam był ten Pan. I był taki...inny.

- Inny?

- Tak. Wszystko było INNE. Nie, jak u mojego Taty, ale... Ja musiałam mu wszystko powiedzieć, jak było, bo inaczej już bym zwariowała. Przecież Pani, to mi deski do grobu dobija, gwoździami.... To z kim ja miałam?

- No tak. Staram się! Mówiłam już Pani, Pani Olu, na którejś sesji, że Pani POWINNA SIĘ ZABIĆ, mając urojenia i, też, obsesję. Dlatego Pani dobijam! To wszystko dla Pani dobra, Pani Olu! Kochana, ja bym dla Pani rąbka nieba uchyliła! Ale ładny grobik zrobię. Skromny, ale ładny! Biały, z taką nutą różu. I zdjęcie Pani i Pani Taty i tak sobie będziecie, jak anioły i...

- DOBRA JUŻ! Nie idę do żadnego grobu! Ten Pan mi dał nadzieję, że Ojciec wróci... Bo okazało się, że ten Pan jest normalny. Nie, jak Bożena. Ale nie mam siły już dzisiaj mówić... Mogę to Pani powiedzieć jutro? Jestem bardzo zmęczona... Czy ta kanapa się rozkłada? Czy mogę tak na pół godziny...?

- Ale co...Że on tak Pani Tatę zaakceptował? Że.. że to tak może być?

- Tak...może...jeśli Ojciec by zechciał.. Tylko w innej formie... Mogę tu zostać dziś?
Jutro Pani opowiem... Dobrze? I niech Pani więcej nie rzuca Witkowskim w ludzi, którzy go w ogóle...nie rozumi..e..j.....

-No śpij, śpij, Bidulko...Śpij sobie...Halo? Stefan? No nie mogę dziś...No nie...Kanapa zajęta...Jutro się do Ciebie odezwę...No! Buzi, buzi!



(Tato..Teraz Ty...Pomóż mi, bo jadę na rezerwie już ....)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Zapis sesji nr 6.